{"id":900,"date":"2018-05-22T14:29:04","date_gmt":"2018-05-22T12:29:04","guid":{"rendered":"http:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/?p=900"},"modified":"2018-05-23T11:46:36","modified_gmt":"2018-05-23T09:46:36","slug":"mleczna-droga","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/?p=900","title":{"rendered":"MLECZNA DROGA"},"content":{"rendered":"<h5><em>\u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u2026\u017cy\u0107 nie umiera\u0107 \u2026 Nie umiera\u0107? Czym\u017ce jest ta jazda, je\u015bli nie jazd\u0105 w \u015bmier\u0107?\u2026 ludzie w pewnym wieku nie powinni w og\u00f3le si\u0119 rusza\u0107, przestrze\u0144 zanadto zwi\u0105zana jest z czasem, pobudzenie przestrzeni staje si\u0119 prowokacj\u0105 czasu\u2026 <\/em><\/h5>\n<h5 style=\"text-align: right;\"><em>(W. Gombrowicz, lat 58, gdy zapisywa\u0142 to w \u201eDzienniku\u201d)<\/em><\/h5>\n<p style=\"text-align: left;\"><strong>MNISZEK<\/strong><\/p>\n<p>W maju mlecze trac\u0105 kwiaty. W Mniszku, wsi, w kt\u00f3rej sp\u0119dzamy niemal dwie si\u00f3dme naszego \u017cycia, w miejsce \u017c\u00f3\u0142tych dywan\u00f3w roz\u0142o\u017conych na rowach i pustych jeszcze pastwiskach pojawia si\u0119 na chwil\u0119 mn\u00f3stwo bia\u0142ych, p\u00f3\u0142przezroczystych baniek, faluj\u0105cych na cienkich \u0142odygach. Ka\u017cdy mocniejszy podmuch wiatru podrywa je w niebo, pozostawiaj\u0105c \u0142yse, postrz\u0119pione na ko\u0144cach, zielone kikuty \u0142odyg. \u0141\u0105ka wygl\u0105da wtedy jak nadpruty dywan, wywr\u00f3cony spodem do wierzchu, ujawniaj\u0105cy splot rzeczy, tajemny sens lub bezsens, o podejrzeniu kt\u00f3rego marzyli romantycy.<\/p>\n<p>W dzieci\u0144stwie nie wiedzieli\u015bmy jeszcze nic o poezji, filozofii oraz romantycznym szale\u0144stwie, a tak\u017ce o wielu innych zawi\u0142ych sprawach. Sztuka \u017cycia polega\u0142a na czym innym: tak urwa\u0107 mlecz, by delikatna czasza pozosta\u0142a na u\u0142amanej \u0142odydze tak d\u0142ugo, a\u017c nie uwolnimy jej jednym mocnym dmuchni\u0119ciem. Trzeba by\u0142o przy tym uwa\u017ca\u0107, by nie pobrudzi\u0107 r\u0105k mleczkiem, wyp\u0142ywaj\u0105cym z rurkowatych \u0142ody\u017cek. Bia\u0142e i lepkie, smakowa\u0142o gorzko, gdy \u2013 nie wierz\u0105c doros\u0142ym, \u017ce truj\u0105ce \u2013 wyciskali\u015bmy je po kropli na wysuni\u0119ty j\u0119zyk. Ba\u0142y si\u0119 tylko dziewczyny, wi\u0119c kusi\u0142o nas, by zawarto\u015bci\u0105 \u0142ody\u017cek maza\u0107 je po ods\u0142oni\u0119tych ramionach albo po twarzach.<\/p>\n<p>By\u0142 to czas bezmy\u015blnej niewinno\u015bci, bez natr\u0119ctwa skojarze\u0144: ziemia nie przyci\u0105ga\u0142a nas jeszcze swoimi sokami. Lekcewa\u017cyli\u015bmy prawo ci\u0105\u017cenia, bardziej interesowa\u0142y nas podniebne w\u0119dr\u00f3wki mleczowego puchu, szybuj\u0105cego nie wiadomo dok\u0105d i po co. W\u0142\u00f3cz\u0119gi takie jak nasze, po polach i \u0142\u0105kach, bez celu, samopas. Czas roztajemniczania natury, jej sok\u00f3w i mi\u0105\u017cszu, by\u0142 jeszcze przed nami. Na razie oszcz\u0119dzano nam jej nieba i piek\u0142a.<\/p>\n<p>Potem przeczyta\u0142em, \u017ce jedna z odmian wsz\u0119dobylskich mleczy fachowo nazywa si\u0119 mniszek lekarski. Oboj\u0119tnie, sterylnie. Nie lubi\u0119 tej nazwy, jest zimna jak sp\u00f3\u017aniona wiosna. Albo jak jesie\u0144, kt\u00f3ra nadci\u0105gnie, zanim si\u0119 obejrzymy, za siebie.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p><strong>ZAKR\u0118T <\/strong><\/p>\n<p>Na razie jednak ciep\u0142o, czas rusza\u0107, pod s\u0142o\u0144ce, pierwszy raz po przerwie d\u0142ugiej jak zimowe niedoczekanie, wi\u0119c trasa kr\u00f3tka. Powtarzam j\u0105 co roku, dla rozgrzewki, sprawdzi\u0107, czy co\u015b si\u0119 zmieni\u0142o. Tak, kto\u015b kupi\u0142 dom na zakr\u0119cie, przez trzy lata sta\u0142 niewyko\u0144czony, pewnie wyko\u0144czy\u0142 w\u0142a\u015bciciela. Teraz gotowy, zamieszkany, samoch\u00f3d na podje\u017adzie, kostka betonowa, kolorowa, ogrodzenie z metalowych pr\u0119t\u00f3w, modelowane nowocze\u015bnie. Dostatnio, do\u015b\u0107.<\/p>\n<p>Gapi\u0119 si\u0119 spode \u0142ba na podw\u00f3rko obok, na kojec, chyba ju\u017c bez psa, na szcz\u0119\u015bcie. Nie odezwa\u0142em si\u0119 nigdy, z lenistwa i niech\u0119ci do awantur, gdy bia\u0142y kundel ca\u0142e dnie sp\u0119dza\u0142 w za ma\u0142ej klatce, zdr\u0119twia\u0142y i osowia\u0142y. Spa\u0142 w s\u0142o\u0144cu przed bud\u0105, w \u015brodku pewnie mia\u0142 gorzej. Gdy otwierali kojec wieczorem, o\u017cywia\u0142 si\u0119, dos\u0142ownie. D\u0142ugo w noc s\u0142ycha\u0107 by\u0142o jego dziwne szczekanie, jakby niemy uczy\u0142 si\u0119 m\u00f3wi\u0107.<\/p>\n<p>Ps\u00f3w w tych nowych domach za zakr\u0119tem coraz mniej, je\u015bli ju\u017c, to yorki, przero\u015bni\u0119te wiewi\u00f3rki, wiecznie w ruchu, dziwnie podskakuj\u0105ce. Bystre jak rozpieszczone dziecko, rz\u0105dz\u0105, kaprysz\u0105c i przymilaj\u0105c si\u0119 na zmian\u0119. S\u0105 tu nie na miejscu, w miejsce tych, kt\u00f3re str\u00f3\u017cowa\u0142y.<\/p>\n<p>Jeszcze niedawno obej\u015bcie bez psa by\u0142o rzadko\u015bci\u0105, wiejska tradycja, ch\u0142opski spryt, bo niech i pies popilnuje, na wszelki wypadek, gdyby Boga naprawd\u0119 nie by\u0142o. Mo\u017ce teraz nie wierz\u0105 ju\u017c nawet w psy? Puste, rozsychaj\u0105ce si\u0119 budy. Ucich\u0142e \u0142a\u0144cuchy, walaj\u0105ce si\u0119 po ziemi, wydeptanej wok\u00f3\u0142, do granic uwi\u0119zi.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p><strong>CHRON\u00d3W<\/strong><\/p>\n<p>Dalej prowadzi le\u015bna droga. Utwardzona, z niewieloma jeszcze dziurami. Za to las poharatany, przerzedzony, taka gospodarka, le\u015bna. Starsze wyrwy ju\u017c zarastaj\u0105 m\u0142odymi iglakami, jeszcze nie daj\u0105 cienia, ale zas\u0142aniaj\u0105 od wiatru. Za kolejnym zakr\u0119tem asfaltowa jezdnia, zn\u00f3w w\u0119\u017csza, deszcze nagoni\u0142y piasku z poboczy, przegni\u0142e li\u015bcie i ig\u0142y przykry\u0142y postrz\u0119pione brzegi asfaltu. Nikt tego nie sprz\u0105ta, ju\u017c nie las, jeszcze nie wie\u015b.<\/p>\n<p>Do niej kawa\u0142ek, bo Chron\u00f3w odsuwa si\u0119 coraz dalej. S\u0105dz\u0105c po zrujnowanych studniach otoczonych dzi\u015b zielonymi \u0142\u0105kami i po szpalerach drzew pozbawionych p\u0142ot\u00f3w, kt\u00f3rych niegdy\u015b trzyma\u0142y si\u0119 kurczowo, wie\u015b podchodzi\u0142a a\u017c za strumyk, przepuszczony pod jezdni\u0105. Pami\u0119tam czas, gdy sta\u0142a tu tablica z nazw\u0105 Chron\u00f3w, udowadniaj\u0105c\u0105, \u017ce rzeczywisto\u015b\u0107 nazywa si\u0119 sama, po imieniu. Kto\u015b na tej tablicy namaza\u0142 czarn\u0105 farb\u0105: KOSMOS. By zrozumie\u0107 dlaczego, trzeba rozejrze\u0107 si\u0119 uwa\u017cnie po tym pejza\u017cu bez ludzi.<\/p>\n<p>Wie\u015b zaczyna si\u0119 now\u0105 ruin\u0105, opuszczona cha\u0142upa rozsypa\u0142a si\u0119, przygniataj\u0105c nie koszone chaszcze. Na kupce gruzu dziki bez, rozpleni\u0142 si\u0119, pojedynczy, blady, poprzerastany ga\u0142\u0119ziami bez kwiatu. Pomy\u015bla\u0142em kiedy\u015b, \u017ce te rozwalaj\u0105ce si\u0119 domy, obory nie pami\u0119taj\u0105ce ju\u017c zwierz\u0119cego ciep\u0142a i smrodu, stodo\u0142y puste jak k\u0142osy w nieurodzaj, wypalone s\u0142o\u0144cem i susz\u0105 &#8211; wszystko to ci\u0105\u017cy ku ziemi jakby t\u0119skni\u0142o za zmar\u0142ymi. Osierocona materia, bezsilna bez cz\u0142owieka. Memento na pocz\u0105tek, do powtarzania co roku.<\/p>\n<p>Chron\u00f3w jest jak starczy zgryz, coraz wi\u0119cej przerw w zabudowie, dziur szybko zabli\u017aniaj\u0105cych si\u0119 na zielono. Pokruszone, spr\u00f3chnia\u0142e pie\u0144ki starych dom\u00f3w. Te starsze, drewniane, rozpadaj\u0105 si\u0119 o dziwo d\u0142u\u017cej. Nikt tu nie budowa\u0142 z kamienia, drogo, cho\u0107 do kamienio\u0142om\u00f3w tylko dwadzie\u015bcia kilometr\u00f3w. Ceg\u0142a z pok\u0105tnego wyrobu rozpada si\u0119 \u0142atwo, niedogrzana, ods\u0142oni\u0119ta przez zmursza\u0142y tynk. Nowe domy, letniaki, stawiaj\u0105 tu wi\u0119c coraz cz\u0119\u015bciej z drewnianych bali i desek. Z\u0105b czasu, znak czasu.<\/p>\n<p>W Chronowie takich implant\u00f3w jest ju\u017c kilka, dzieci umar\u0142ych buduj\u0105 sobie te letniaki z sentymentu, do przesz\u0142o\u015bci i do oszcz\u0119dzania. Ziemia w spadku, a i daleko je\u017adzi\u0107 nie trzeba na wczasy. Wyrwali si\u0119 kiedy\u015b, \u017ceby si\u0119 dorobi\u0107 i doceni\u0107, a teraz zagospodarowuj\u0105 gruzy i patrz\u0105 na zielone, od kt\u00f3rego odwykli. Ziele\u0144, szczeg\u00f3lnie ta majowa, ma tu tyle odcieni, \u017ce miejscowi powinni nazywa\u0107 je wieloma s\u0142owami, jak Eskimosi \u015bnieg. Chron\u00f3w jest jednak ubogi, tak\u017ce i w tym sensie. Ale to si\u0119 zmienia: na przyk\u0142ad nowych dom\u00f3w nie zostawia si\u0119 na pastw\u0119, w tygodniu strzeg\u0105 je, z braku ludzi, cerbery, goliaty, dragony i inne p\u0142atne kuratele.<\/p>\n<p>Najlepiej maj\u0105 ci na ko\u0144cu wsi, za podjazdem, troch\u0119 im zazdroszcz\u0119. Ma\u0142y dom z jasnych desek, z zadaszonym tarasem, postawili na wysokiej podmur\u00f3wce. Dzi\u0119ki temu sad po drugiej stronie szosy nie zas\u0142ania im widoku. W pogodne dni wida\u0107 zarysy wzg\u00f3rz zaczynaj\u0105cych si\u0119 tam dalej, zaraz za Szyd\u0142owcem.<\/p>\n<p>Przestrze\u0144 faluje ju\u017c tu, niedaleko za Mniszkiem, znudzona p\u0142ask\u0105 monotoni\u0105. Wida\u0107 to cho\u0107by w nazwach, Chron\u00f3w ma swoje Kolonie, G\u00f3rn\u0105 i Doln\u0105. Dzi\u015b jednak \u017cadnych kolonizacyjnych zap\u0119d\u00f3w. Czas wraca\u0107, czuj\u0119 w nogach podjazd, mocno, jak za pierwszym razem.<\/p>\n<p>Wracam w majowy, ch\u0142odniej\u0105cy przedwiecz\u00f3r. Nabo\u017cne babki obsiad\u0142y \u0142awk\u0119 przy figurce Matki Boskiej. St\u0142oczone jak kury na grz\u0119dzie, dziobi\u0105 ziarenka r\u00f3\u017ca\u0144ca.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p><strong>CHA\u0141UPKI<\/strong><\/p>\n<p>Za pierwszym razem ruszy\u0142em nie do Chronowa, a gdzie indziej. Mo\u017ce odstrasza\u0142 mnie nazw\u0105, pokojarzon\u0105 nie tylko z czasem, ale i chromo\u015bci\u0105? Na ko\u0144cu Mniszka pojecha\u0142em wi\u0119c nie w lewo, a prosto, przez las, dwa zakr\u0119ty, za kt\u00f3rymi Cha\u0142upki. Zn\u00f3w miejsce nazwane po imieniu, ma\u0142e zadbane domki, wykoszone trawniki, klomby, poprzycinane drzewka, ozdoby na fasadach i podw\u00f3rkach: stary p\u0142ug zamieniony w kwietnik, drewniane ko\u0142o z metalowym obiciem, powieszone obok wyczyszczonej i pomalowanej podkowy. Letniaki, letnicy, emeryci wracaj\u0105cy na swoje, uciekinierzy z miast, nawet odleg\u0142ych. Dwa gospodarstwa, jedno zadbane, drugie nie. Pozostali o ziemi\u0119 ju\u017c si\u0119 nie troszcz\u0105, chyba \u017ce o plac na cmentarzu, na za\u015b.<\/p>\n<p>Zawsze przejazdem, nie znam tu w\u0142a\u015bciwie nikogo opr\u00f3cz Srebrzystego, ale starym zwyczajem wszyscy m\u00f3wimy sobie dzie\u0144 dobry. Idylla. Trzeba tylko uwa\u017ca\u0107 na psy, wypadaj\u0105 z pierwszego podw\u00f3rka, dwa, ma\u0142e, zajad\u0142e, g\u0142o\u015bne. Jakby przegania\u0142y albo ostrzega\u0142y, pod ka\u017cd\u0105 sielank\u0105 kot\u0142uje si\u0119 piek\u0142o.<\/p>\n<p>Srebrzysty zostawia czasem rower u nas na podw\u00f3rku, bo st\u0105d do stacji ju\u017c niedaleko. Brat ma samoch\u00f3d, je\u017adzili kiedy\u015b razem, ale pok\u0142\u00f3cili si\u0119, o podzia\u0142 male\u0144kiego domu i podw\u00f3rka, schedy po rodzicach. (Czy wtedy tak osiwia\u0142?) Teraz przyje\u017cd\u017caj\u0105 do Cha\u0142upek na zmian\u0119. Gdy si\u0119 unik nie udaje, \u0107wicz\u0105 trudn\u0105 sztuk\u0119 niewidzenia i nies\u0142yszenia, koncentracji na swoim, dos\u0142ownie, mikrokosmosie. Ma\u0142orolni wyznawcy zen.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p><strong>ZABOROWIE<\/strong><\/p>\n<p>Cha\u0142upki mija si\u0119 szybko, wystarczy zakr\u0119ci\u0107 mocniej peda\u0142ami, troch\u0119 tu z g\u00f3rki. Zaraz za nimi zaczynaj\u0105 si\u0119 podjazdy, pierwszy \u0142agodny, do Le\u015bniczego, zielonym tunelem z krzak\u00f3w i chwast\u00f3w. Potem zjazd w cie\u0144 du\u017cego starego lasu, ch\u0142odny i wilgotny, ale nieodpychaj\u0105cy. Za lasem kolejny podjazd, droga \u2013 a jak\u017ce \u2013 na Zaborowie. Do\u015b\u0107 ostro pod g\u00f3r\u0119, cho\u0107 z ka\u017cdym rokiem wydaje mi si\u0119 mniej stromo.<\/p>\n<p>Ale kiedy podje\u017cd\u017ca\u0142em pierwszy raz, wydawa\u0142o mi si\u0119 to nie lada wyczynem. Pomyli\u0142em przerzutki, wi\u0119c ci\u0119\u017cko, serce po raz pierwszy od dw\u00f3ch lat pompowa\u0142o tyle krwi. Te\u017c by\u0142a ciep\u0142a wiosna, pierwsze upa\u0142y, na szcz\u0119\u015bcie cie\u0144 dawa\u0142y klony rosn\u0105ce przy szosie, \u015bwie\u017co asfaltowanej, jednej z tych, po kt\u00f3re wchodzili\u015bmy do unii.<\/p>\n<p>Pot szczypa\u0142 w oczy, mru\u017cy\u0142em je, nie patrz\u0105c do g\u00f3ry. Pachnia\u0142o mocno, jaskrawo. Cisza, niedzielne po\u0142udnie, wszyscy na mszy albo przy rosole. Znak w po\u0142owie drogi, od niego zaczyna si\u0119 stromizna. Jeszcze mocniejsze depni\u0119cie, za chwil\u0119 mo\u017cna wyprostowa\u0107 plecy.<\/p>\n<p>Przystaje si\u0119 tam przy kamiennym krzy\u017cu, jak to na rozstajach. Na cokole b\u0142aganie, oszcz\u0119dne, jakby kamieniarzowi nie chcia\u0142o si\u0119 d\u0142uba\u0107 d\u0142u\u017cszego zdania. Zlekcewa\u017cy\u0142 nawet interpunkcj\u0119: <em>Bo\u017ce b\u0142ogos\u0142aw nam 1935. <\/em>Je\u015bli nawet b\u0142ogos\u0142awi\u0142, to nied\u0142ugo, jak si\u0119 wydaje. A mo\u017ce wszystko jest\u00a0 b\u0142ogos\u0142awie\u0144stwem, ale w porz\u0105dku innym od naszego, pe\u0142nego przekle\u0144stw?<\/p>\n<p>Po prawej mia\u0142em ogromne pole \u017c\u00f3\u0142tego, s\u0142onecznego \u0142ubinu. Dalej jakie\u015b zielono\u015bci, pogrodzone pasmami krzak\u00f3w kwitn\u0105cych na bia\u0142o, opadaj\u0105ce ku \u015bcianie lasu, g\u0119stej, pociemnia\u0142ej zgni\u0142\u0105 zieleni\u0105. Za plecami pole wznosi\u0142o si\u0119 \u0142agodnie. S\u0142o\u0144ce prze\u015bwietla\u0142o k\u0119p\u0119 drzew, spinaj\u0105ca krajobraz na horyzoncie. Po lewo kolejny cie\u0144 i zjazd, z obietnic\u0105 rzeki, przybranej po niedawnych deszczach, odbijaj\u0105cej przechylone nad ni\u0105 drzewa i niebo. Dzi\u0119kowa\u0142em bez s\u0142\u00f3w, nie zastanawiaj\u0105c si\u0119, komu. Dwa lata po zawale \u017cycie by\u0142o, pi\u0119kne.<\/p>\n<p>Czasem wydaje mi si\u0119 takie i dzi\u015b, cho\u0107 na ten pag\u00f3rek wjecha\u0142em ju\u017c setki razy. Jako\u015b tak zawsze tu po drodze, mimo \u017ce zmienia\u0142em trasy, odwiedza\u0142em nowe, coraz mniej, miejsca. Wyrusza\u0142em z Mniszka i do niego wraca\u0142em, przejechan\u0105 przestrze\u0144 zamykaj\u0105c w p\u0119tli, jakbym si\u0119 ba\u0142, \u017ce nie zostanie przy mnie.<\/p>\n<p>\u0141aska powt\u00f3rze\u0144. Powtarzany setki razy ruch po okr\u0119gu staje si\u0119 w ko\u0144cu spiralny?<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p><strong>CZAS<\/strong><\/p>\n<p>Czas by\u0142 najwy\u017cszy: przed czternastu laty, gdy pierwszy raz pojecha\u0142em rowerem, mia\u0142em czterdzie\u015bci cztery lata. Co nic nie znaczy, \u017cadnych romantycznych mistycyzm\u00f3w, raczej wstydliwa przypad\u0142o\u015b\u0107: nigdy nie nauczy\u0142em si\u0119 utrzymywania r\u00f3wnowagi na dw\u00f3ch ko\u0142ach. Teraz, gdy lekarz kaza\u0142 si\u0119 rusza\u0107, by po\u017cy\u0107 po zawale, M. wynalaz\u0142a gdzie\u015b tr\u00f3jko\u0142\u00f3wk\u0119, solidny rower dla niemieckich emeryt\u00f3w albo dla niepe\u0142nosprawnych.<\/p>\n<p>Po\u017cy\u0142em, inaczej ni\u017c drzewa na podje\u017adzie, wytyczaj\u0105ce kierunek. Jacy\u015b idioci wyci\u0119li je, bo grozi\u0142y \u00a0im rozro\u015bni\u0119tymi konarami i bezczelnie sypa\u0142y li\u015bcie na nowiutk\u0105 wtedy jezdni\u0119. Dzi\u015b drog\u0119 wyznacza kruszej\u0105cy asfalt, do czasu.<\/p>\n<p>Znak z rozmazanym kosmosem te\u017c kto\u015b wyrwa\u0142 i wrzuci\u0142 do rowu. To nic, przecie\u017c znam t\u0119 drog\u0119 na pami\u0119\u0107, zap\u0119tla\u0142em j\u0105 setki razy. Skurczy\u0142a si\u0119 przez te lata. Czas, poruszony, zaciska j\u0105 coraz mocniej.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>\u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u2026\u017cy\u0107 nie umiera\u0107 \u2026 Nie umiera\u0107? [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[256,317,315,319,316,318],"class_list":["post-900","post","type-post","status-publish","format-standard","hentry","category-bez-kategorii","tag-chalupki","tag-chronow","tag-mniszek","tag-rower","tag-zaborowie","tag-zakret"],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/900","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcomments&post=900"}],"version-history":[{"count":9,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/900\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":910,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/900\/revisions\/910"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fmedia&parent=900"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcategories&post=900"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Ftags&post=900"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}