{"id":875,"date":"2018-02-19T12:50:48","date_gmt":"2018-02-19T10:50:48","guid":{"rendered":"http:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/?p=875"},"modified":"2018-02-19T12:50:48","modified_gmt":"2018-02-19T10:50:48","slug":"krazenie","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/?p=875","title":{"rendered":"Kr\u0105\u017cenie"},"content":{"rendered":"<p>Rzadko kr\u0119c\u0119 si\u0119 po centrum R., ale wreszcie j\u0105 obejrza\u0142em, przechodz\u0105c. Dow\u00f3d pami\u0119ci, a raczej jej poszlak\u0119: \u0142aweczk\u0119 Gombrowicza. Miejski mebel, pomnik stosowany.<\/p>\n<p>\u0141aweczka to dwa krzes\u0142a i stolik, na nim szachownica. Cz\u0119\u015b\u0107 pionk\u00f3w le\u017cy obok, partia trwa od dawna, z kim gra Gombrowicz, nie wiadomo. Na tym polega chwytliwo\u015b\u0107 takich niby-pomnik\u00f3w: ka\u017cdy mo\u017ce si\u0119 dosi\u0105\u015b\u0107 i udawa\u0107, \u017ce jest w grze. Kto pierwszy, ten lepszy. Tak mu si\u0119 wydaje.<\/p>\n<p>Przysi\u0105\u015b\u0107 przy Gombrowiczu mo\u017cna na niby-krze\u015ble, z czym\u015b dziwacznym zamiast oparcia: ni to tu\u0142\u00f3w, ni pami\u0105tkowa tablica, zwie\u0144czona wydr\u0105\u017con\u0105 p\u00f3\u0142-czaszk\u0105, z niby-lornetkami zamiast oczu. Pusta foremka, do wype\u0142nienia, dos\u0142ownie, jak w piaskownicy.<\/p>\n<p>Gombrowicz te\u017c jest niby, bo nie wiadomo, do kogo podobny. Na konkursowych makietach przypomina\u0142 papie\u017ca, Polaka oczywi\u015bcie, inni si\u0119 w bran\u017cy pomnikowej nie licz\u0105. Ale w normalnej skali ju\u017c ten Gombrowicz jakby mniej \u015bwi\u0119ty, za to wci\u0105\u017c jakby. On, a jakby nie on, niedorobiony, niedoko\u0144czony, uformowany z grubsza. Jak R., o kt\u00f3rym mawiaj\u0105 czasem, \u017ce to niby-miasto.<\/p>\n<p>Nie-miasto, miasto nieistniej\u0105ce, forma czekaj\u0105ca na wype\u0142nienie. To gdzie ja si\u0119, do cholery, urodzi\u0142em?<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>***<\/p>\n<p>Metrykalna odpowied\u017a jest prosta: na \u017bakowicach, kt\u00f3re od kilkudziesi\u0119ciu lat s\u0105 dzielnic\u0105 na obrze\u017cach R., dzi\u015b zagracon\u0105 du\u017cym blokowiskiem i now\u0105 nazw\u0105. Zanim zosta\u0142y zadeptane przez miasto, by\u0142y zwyczajn\u0105 wsi\u0105, cho\u0107 niegdy\u015b nale\u017c\u0105c\u0105 nawet do Kochanowskich. W ko\u0144cu jednak miasto zacz\u0119\u0142o puchn\u0105\u0107, roz\u0142azi\u0107 si\u0119 w szwach, pazernie zagarniaj\u0105c przyleg\u0142e tereny.<\/p>\n<p>Ale nawet jako dzielnica R., \u017bakowice d\u0142ugo zachowywa\u0142y sw\u0105 wiejsko\u015b\u0107. Po staremu uprawia\u0142o si\u0119 tu ziemi\u0119 pokawa\u0142kowan\u0105 dziedziczeniem, dorabiaj\u0105c robotami miejskimi, w garbarniach, fabrykach broni i but\u00f3w, przy rozwo\u017ceniu w\u0119gla. Ch\u0142oporobotnicy \u017cyli tu jeszcze zanim realny socjalizm wymy\u015bli\u0142, jak ich nazwa\u0107.<\/p>\n<p>Urodzi\u0142em si\u0119 w domu, kt\u00f3rego ju\u017c nie ma. Moje \u017bakowice istniej\u0105 wi\u0119c dzi\u015b jedynie w zapisie czasu, w pami\u0119ci, a nie w przestrzeni. Kr\u0105\u017c\u0119 wok\u00f3\u0142 tego miejsca, ale nie by\u0142em tam od dawna. A wtedy, przed p\u00f3\u0142wieczem, \u017bakowice by\u0142y niemal jedyn\u0105 dan\u0105 mi realno\u015bci\u0105. Moim przed-miastem, tak w czasie, jak i przestrzeni, przez pierwsz\u0105 dekad\u0119 \u017cycia, t\u0119 najd\u0142u\u017csz\u0105.<\/p>\n<p>Odeszli\u015bmy, zanim nienasycone miasto po\u0142kn\u0119\u0142o wie\u015b, do dzi\u015b zreszt\u0105 nie mog\u0105c jej strawi\u0107. Wyprowadzili\u015bmy si\u0119 do mieszkania jak klatka, w nowym bloku, w niby-centrum R., kt\u00f3re w\u00f3wczas od innego przedmie\u015bcia oddziela\u0142y tylko tory kolejowe. Z balkonu na dziewi\u0105tym pi\u0119trze wida\u0107 by\u0142o wie\u017c\u0119 ko\u015bcio\u0142a, do niedawna parafialnego, wi\u0119c mog\u0142em zerka\u0107 w przesz\u0142o\u015b\u0107.<\/p>\n<p>W mniej pogodne dni widok si\u0119 rozmazywa\u0142 i traci\u0142em orientacj\u0119. Pozostawa\u0142o \u00a0wgapia\u0107 si\u0119 w okna s\u0105siedniego wie\u017cowca, od kt\u00f3rego dzieli\u0142o nas mniej ni\u017c nasz dawny dom od szosy. Przestrze\u0144 skurczy\u0142a si\u0119, zamkn\u0119\u0142a, ale i wyci\u0105gn\u0119\u0142a ku g\u00f3rze. Gdzie\u015b, niekoniecznie w niebo.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>***<\/p>\n<p>Nasze miejsce na \u017bakowicach te\u017c by\u0142o niedookre\u015blone, nieostre: jako jedyni w okolicy mieszkali\u015bmy na nieogrodzonej posesji. Babci ledwo wystarczy\u0142o pieni\u0119dzy na sklecenie byle domku, na p\u0142ot ju\u017c nie, a prowizorki stawia\u0107 nie zamierza\u0142a. Mia\u0142a sw\u00f3j honor. I niewiele wi\u0119cej.<\/p>\n<p>Mieszkali\u015bmy sto metr\u00f3w od szosy, do kt\u00f3rej prowadzi\u0142a w\u0105ska \u015bcie\u017cka mi\u0119dzy dwoma zagonami kartofli i ma\u0142ym warzywniakiem, ogrodzonym s\u0142onecznikami na wysokich, twardych \u0142odygach. Z drugiej strony horyzont zamyka\u0142y domy, ustawione na tyle g\u0119sto, \u017ce zas\u0142ania\u0142y odleg\u0142y kolejowy nasyp, nie t\u0142umi\u0105c jednak gwizdu poci\u0105g\u00f3w.<\/p>\n<p>\u017badnego drzewa przy domu, przestrze\u0144 kusz\u0105co otwarta, na dzik\u0105 grusz\u0119 w polu, wabi\u0105c\u0105 s\u0142odkimi ul\u0119ga\u0142kami, na powi\u0105zane k\u0105kolem i powojem zbo\u017ca, jesieni\u0105 skr\u00f3cone do \u015bciernisk, na pijane \u015bcie\u017cki mi\u0119dzy orankami, zim\u0105 zasypiaj\u0105ce pod \u015bniegiem. I na obietnic\u0119 podr\u00f3\u017cy do dalekich stacji.<\/p>\n<p>Zagony wyobra\u017ani, kartoflana niby-landia. Mniej zreszt\u0105 niewinna ni\u017c j\u0105 tu opowiadam.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>***<\/p>\n<p>Wyobra\u017ania wola\u0142a jednak kr\u0105\u017cy\u0107 wok\u00f3\u0142 miejsc niewidocznych, ogrodzonych g\u0119stymi \u017cywop\u0142otami, broni\u0105cych wzrokowi wst\u0119pu. Tajemnicze ogrody, dwa, niedaleko domu, \u0142aska nadmiaru. Ka\u017cdy z nich oczywi\u015bcie zamieszka\u0142y przez zagadkowe postaci, znane bardziej z rozm\u00f3w doros\u0142ych, widywane rzadko. Zgodnie z regu\u0142ami gatunku.<\/p>\n<p>W ogrodzie Kaca\u0142\u00f3w, ale jeszcze przed nimi, mieszka\u0142y siostry Olszowskie, odgrodzone od \u015bwiata reputacj\u0105 dziwaczek. Widywali je ci, kt\u00f3rzy przychodzili po jab\u0142ka. Sprzedawa\u0142y je tanio, za bezcen, wi\u0119c ma\u0142o komu chcia\u0142o si\u0119 prze\u0142azi\u0107 przez dziury w p\u0142ocie albo przeskakiwa\u0107 go na z\u0142odziejstwo. Mo\u017ce tak w\u0142a\u015bnie chroni\u0142y si\u0119 przed intruzami, same wybieraj\u0105c czas spotka\u0144?<\/p>\n<p>Nowi w\u0142a\u015bciciele zacz\u0119li od porz\u0105dk\u00f3w. Wyci\u0119li kilkana\u015bcie srebrzystych \u015bwierk\u00f3w, poprzycinali \u017cywop\u0142ot, kt\u00f3ry teraz wi\u0119cej ods\u0142ania\u0142 ni\u017c zakrywa\u0142: stare jab\u0142onie, kosztele i renety, pokrzywione, z ga\u0142\u0119ziami ledwo mog\u0105cymi ud\u017awign\u0105\u0107 owoce, wi\u0119c podpartymi dr\u0105gami. Znikn\u0119\u0142y dziury w ogrodzeniu, po podw\u00f3rku biega\u0142y dwa niemieckie owczarki. Porz\u0105dek, wyzwanie dla odwa\u017cnych.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>***<\/p>\n<p>Do ko\u0144ca tajemniczy pozosta\u0142 natomiast ogr\u00f3d doktorostwa Szajowskich. Czasem przez uchylon\u0105 bram\u0119 mo\u017cna by\u0142o zobaczy\u0107 pi\u0119kny drewniany dom. Zdarza\u0142o si\u0119 to rzadko, je\u015bli w og\u00f3le zdarzy\u0142o si\u0119 wi\u0119cej ni\u017c raz, nie pami\u0119tam. Ale wiem, \u017ce dom widzia\u0142em.<\/p>\n<p>Pami\u0119tam za to \u017cywop\u0142ot, wielkie i g\u0119ste cisy, chyba. Krzewom wyrasta\u0142y jagody, ma\u0142e, podobno niejadalne, ale i nie truj\u0105ce, cierpkie po rozgryzieniu i \u00a0wypluciu, natychmiastowym, na wszelki wypadek.<\/p>\n<p>O Szajowskich wiedzia\u0142o si\u0119, \u017ce byli dobrymi lud\u017ami, leczyli i pomagali, czasem za dzi\u0119kuj\u0119. Babcia opowiada\u0142a wiele razy, jak matka doktora, nauczycielka, chcia\u0142a zap\u0142aci\u0107 za jej ksi\u0105\u017cki i dalsz\u0105 nauk\u0119 po trzech klasach szko\u0142y elementarnej. Zdolna jest, szkoda jej, przekonywa\u0142a, ale pradziadek si\u0119 zapar\u0142 i koniec.<\/p>\n<p>Honorny, nie dziad przecie\u017c, pan ch\u0142op, w garbarni grosz niez\u0142y dorabia\u0142, pomocy nie potrzebowa\u0142. Podobno miewa\u0142 gest, ale nie tym razem, kto\u015b musia\u0142 pasa\u0107 krowy, jak u Konopnickiej czy innego Sienkiewicza, kt\u00f3rych babcia nie zd\u0105\u017cy\u0142a przeczyta\u0107. Buntowa\u0142a si\u0119 potem przeciw ojcu, ca\u0142e \u017cycie, by\u0142a tak samo honorna i uparta. I te\u017c pr\u00f3bowa\u0142a by\u0107 pani\u0105.<\/p>\n<p>Ogr\u00f3d Szajowskich otworzy\u0142 si\u0119 w ko\u0144cu z drugiej strony, od szosy, ju\u017c nie ich, bo cz\u0119\u015b\u0107 posesji kto\u015b odkupi\u0142. Paskudny letniak, rozbudowany z jednego boku, bez zachowania proporcji, tylko udawa\u0142 dom. Przed nim ba\u0142agan, deski, wory z wi\u00f3rami, \u015bcinki na opa\u0142. Nie zamykali bramy wjazdowej, zepsu\u0142a si\u0119 albo mia\u0142a zaprasza\u0107 do warsztatu.<\/p>\n<p>Reklamowa\u0142a go du\u017ca drewniana tabliczka z wypalon\u0105 g\u00f3ralsk\u0105 szarotk\u0105, tak\u0105 sam\u0105, jak na moim pi\u00f3rniku, ci\u0119\u017ckim i niepor\u0119cznym. Wz\u00f3r na pi\u00f3rniku wyrze\u017abi\u0142 mi ojciec, rozgrzanym gwo\u017adziem. Ojciec mia\u0142 z\u0142ote r\u0119ce i wiele potrafi\u0142. Potrafi\u0142 te\u017c o tym przekonuj\u0105co opowiada\u0107.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>***<\/p>\n<p>Po przeprowadzce zacz\u0119\u0142o si\u0119 powolne zapominanie kartoflanej niby-landii, odwiedzanej coraz rzadziej. Zreszt\u0105 babci\u0119 po kilku latach te\u017c wysiedlono do blokowiska. Poch\u0142on\u0119\u0142y mnie inne miejsca i sprawy.<\/p>\n<p>Nowa szko\u0142a, zara\u017cona grypser\u0105, ciasna i przepocona. Ogr\u00f3d za blokami, jak tamte porzucone, ale rozbebeszony koparkami, poprzebijany drutami zbrojeniowymi, przygnieciony betonowymi p\u0142ytami. Stary park Ko\u015bciuszki, od zawsze obfajdany przez kruki i wrony, mieszkaj\u0105ce tu od pokole\u0144.<\/p>\n<p>I plac Konstytucji, ten, na kt\u00f3rym dzi\u015b przysiad\u0142 Gombrowicz. Kamienice wok\u00f3\u0142 napocz\u0119te ju\u017c rozpadem, ale w\u00f3wczas dla mnie wspania\u0142e. Wiecznie czynna apteka. Ko\u015bci\u00f3\u0142 po\u015brodku, jeszcze otwarty na plac i przechodni\u00f3w, bez p\u0142otu, inny ni\u017c wszystkie, bo przerobiony z cerkwi. Ale nie zastanawia\u0142em si\u0119 wtedy, gdzie podzia\u0142 si\u0119 prawos\u0142awny B\u00f3g. Mia\u0142em przecie\u017c swoj\u0105 histori\u0119.<\/p>\n<p>Ko\u0144c\u00f3wka dzieci\u0144stwa, pewnie do\u015b\u0107 banalnego, ale mojego. Ojciec jak literacka klisza, wszechmog\u0105cy, do czasu. Opowiada\u0142, pewnie nie on jeden, jak go\u0142ymi r\u0119koma polowa\u0142 na lwy w Afryce. Nic prostszego: trzeba zwierza rozdra\u017cni\u0107, a gdy rzuci si\u0119 z rozwart\u0105 paszcz\u0105, wyci\u0105gn\u0105\u0107 wyprostowan\u0105 r\u0119k\u0119 i zanim zaci\u015bnie z\u0119biska, chwyci\u0107 od \u015brodka za ogon i wywr\u00f3ci\u0107 besti\u0119 na nice.<\/p>\n<p>W pewnym, metaforycznym sensie ten fortel sprawdza si\u0119 do dzi\u015b, czasem mi si\u0119 udaje. Wtedy oczywi\u015bcie rozumia\u0142em opowie\u015b\u0107 dos\u0142ownie, naprawd\u0119 wierzy\u0142em w taki spos\u00f3b polowania na lwy i w niezniszczalno\u015b\u0107 ojca. By\u0142 przecie\u017c niezwyci\u0119\u017cony, dop\u00f3ki tu w\u0142a\u015bnie, przy wspania\u0142ym dla mnie tamtego placu Konstytucji, nie upokorzy\u0142a mnie jego kl\u0119ska.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>***<\/p>\n<p>Sta\u0142o si\u0119 to w niezbyt epickiej scenografii, bo w zak\u0142adzie fryzjerskim. Co prawda nie byle jakim, dzia\u0142aj\u0105cym w budynku najlepszego hotelu w mie\u015bcie, bardzo drogim i po \u00f3wczesnemu ekskluzywnym. Byli\u015bmy w nim raz i nigdy wi\u0119cej, ale nie z powodu cennika. Z powodu warcab\u00f3w.<\/p>\n<p>Ojciec gra\u0142 w nie \u015bwietnie i \u015bwietnie gra\u0142 w nie mistrz sztuki fryzjerskiej, jego nazwiska wykaligrafowanego na dyplomie nad lustrem nie zapami\u0119ta\u0142em. Starszy od ojca, siwiej\u0105cy, wydawa\u0142 mi si\u0119 ca\u0142kiem stary. Wystylizowany zgodnie z profesj\u0105: baki, fala nad wysokim ju\u017c czo\u0142em, dwie mniejsze na skroniach, policzki wyskrobane niemal do krwi i dusz\u0105cy zapach wody kolo\u0144skiej, obowi\u0105zkowy.<\/p>\n<p>Te\u017c potrafi\u0142em ju\u017c gra\u0107, nauczy\u0142em si\u0119 wcze\u015bnie i w\u015bcieka\u0142em zawsze, gdy ojciec pozwala\u0142 mi wygrywa\u0107, kr\u00f3lewskim gestem. Kr\u00f3lowa\u0142 &#8211; cho\u0107 w szachy nie grywali\u015bmy, to nie jest gra dla zagonionych &#8211; a\u017c do pojedynku z fryzjerem. \u017be trafili\u015bmy do wy\u017cszej ligi, wida\u0107 by\u0142o od razu: na stoliku lakierowana drewniana szachownica, \u017cadnej tektury i plastiku, pionki solidne, metalowe, z wierzchami z jakiej\u015b nieznanej mi materii, mo\u017ce nawet ko\u015bcianymi.<\/p>\n<p>Pojedynek by\u0142 d\u0142ugi. Kilka remis\u00f3w jako uwertura. Fryzjerzy porzucili swoje fotele, klienci ich nie naglili, wszyscy \u015bci\u015bni\u0119ci wok\u00f3\u0142 stolika i graczy. Zrobi\u0142o si\u0119 duszno, zapach niby-lawendy i czego\u015b jeszcze, pi\u017cma albo a\u0142unu, otumania\u0142. Jeszcze jeden remis, a potem trzy szybkie pora\u017cki, ostatnia z zablokowan\u0105 w naro\u017cniku &#8211; m\u00f3wi\u0142o si\u0119: zakiblowan\u0105 &#8211; damk\u0105.<\/p>\n<p>Fuj, \u015bmierdzi, za\u017cartowa\u0142 kt\u00f3ry\u015b golibroda, a ja, przysi\u0119gam, naprawd\u0119 to czu\u0142em, t\u0119 szaletow\u0105 wo\u0144, smr\u00f3d kl\u0119ski skropiony wod\u0105 kwiatow\u0105. We lwy wywracane na nice przesta\u0142em wierzy\u0107 ju\u017c wcze\u015bniej.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>***<\/p>\n<p>Czy w\u0142a\u015bnie wtedy zrozumia\u0142em, \u017ce damka to bro\u0144 mordercza, piony przeciwnika wycina w pie\u0144, po kilka naraz, prawda, ale to jeszcze nie zwyci\u0119stwo? \u017be czasem lepiej, cho\u0107 mniej efektownie, pilnowa\u0107 ustawienia pionk\u00f3w, by trzyma\u0142y si\u0119 w kupie i w odpowiednim momencie mog\u0142y zastawi\u0107 pu\u0142apk\u0119.<\/p>\n<p>Bezsilno\u015b\u0107 damki, kt\u00f3ra pozostaje przecie\u017c pionkiem, odwr\u00f3conym jedynie do g\u00f3ry nogami, i przypomina sobie o tym, gdy wpada w pu\u0142apk\u0119 przymusowego bicia. Raz, dwa, trzy, po\u015bwi\u0119cone taktycznie kamienie spadaj\u0105 z szachownicy, ale czwarty, sprytnie przyczajony, wyrzuca z niej \u017ale ustawion\u0105 damk\u0119. Kto gra\u0142, ten wie.<\/p>\n<p>Potem i ja wygrywa\u0142em z ojcem, coraz cz\u0119\u015bciej, cho\u0107 ju\u017c bez rado\u015bci. Ojciec wci\u0105\u017c sta\u0142 na cokole, ale krusz\u0105cy si\u0119, pochylony, poszarza\u0142y. Pomnik coraz bardziej cmentarny, cho\u0107 wtedy jeszcze tego nie widzia\u0142em. Wierzga\u0142 na o\u015bcieniu, z\u0142apany w pu\u0142apk\u0119 choroby i nadziei, kolejnych wizyt, kuracji, operacji. Przymusowe bicie. W ko\u0144cu zupe\u0142nie zarzucili\u015bmy warcaby.<\/p>\n<p>Wi\u0119cej czasu sp\u0119dza\u0142em teraz poza domem. Nawet wracaj\u0105c ze szko\u0142y porzuca\u0142em szybki ruch po prostej, najkr\u00f3tsz\u0105 drog\u0105, siedemna\u015bcie minut. Zacz\u0105\u0142em kr\u0105\u017cy\u0107, kluczy\u0107 po mie\u015bcie ju\u017c nawet nie na skos, ruchem warcabowego pionka, lecz jak szachowy skoczek, troch\u0119 do przodu i uskok, coraz wi\u0119cej uskok\u00f3w.<\/p>\n<p>Wtedy przez plac przechodzi\u0142em codziennie, nie po drodze. Fryzjera ju\u017c chyba nie by\u0142o, nie pami\u0119tam, nie zwraca\u0142em uwagi. W\u0142\u00f3czy\u0142em si\u0119, by dotrze\u0107 do domu chocia\u017c troch\u0119 p\u00f3\u017aniej. Ojciec czeka\u0142 w dusznym, szczelnie zas\u0142oni\u0119tym przed s\u0142o\u0144cem i ha\u0142asem pokoju \u2013 na dotyk, s\u0142owo, obecno\u015b\u0107, odwracaj\u0105ce uwag\u0119 od b\u00f3lu martwiej\u0105cych tkanek.<\/p>\n<p>B\u00fcrger, choroba kr\u0105\u017cenia, nazwa twarda jak wyrok, na razie odroczony. Upa\u0142, kurz, prawie wakacje. Nawet opiaty by\u0142y za s\u0142abe.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>***<\/p>\n<p>To te\u017c trzeba w ko\u0144cu opowiedzie\u0107, cho\u0107by tylko sobie. Pami\u0119\u0107 stanie si\u0119 kiedy\u015b twarda i zimna jak kolana niby-Gombrowicza, na kt\u00f3rych w\u0142a\u015bnie przysiad\u0142a do fotografii roze\u015bmiana dziewczyna, zgarn\u0105wszy z nich wilgotny, przybrudzony \u015bnieg.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Rzadko kr\u0119c\u0119 si\u0119 po centrum R., ale wreszcie j\u0105 obejrza\u0142em, przechodz\u0105c. Dow\u00f3d pami\u0119ci, a raczej jej poszlak\u0119: \u0142aweczk\u0119 Gombrowicza. Miejski mebel, pomnik stosowany. \u0141aweczka to dwa krzes\u0142a i stolik, na nim szachownica. Cz\u0119\u015b\u0107 pionk\u00f3w le\u017cy obok, partia trwa od dawna, [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[269,142,267,270,14,268,265,266],"class_list":["post-875","post","type-post","status-publish","format-standard","hentry","category-bez-kategorii","tag-europejski","tag-gombrowicz","tag-laweczka-gombrowicza","tag-ojciec","tag-radom","tag-warcaby","tag-wspomnienia","tag-zakowice"],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/875","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcomments&post=875"}],"version-history":[{"count":3,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/875\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":878,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/875\/revisions\/878"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fmedia&parent=875"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcategories&post=875"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Ftags&post=875"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}