{"id":571,"date":"2013-09-16T14:49:05","date_gmt":"2013-09-16T12:49:05","guid":{"rendered":"http:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/?p=571"},"modified":"2013-09-16T14:49:05","modified_gmt":"2013-09-16T12:49:05","slug":"ani-wariat-ani-zakonnica","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/?p=571","title":{"rendered":"Ani wariat, ani zakonnica"},"content":{"rendered":"<p>Bardziej ni\u017c samotno\u015bci, bali si\u0119 chyba sentymentalizmu i ckliwo\u015bci. Chyba, bo wszystko, co dotyczy ich zwi\u0105zku, jest hipotez\u0105, wysnut\u0105 ze szw\u00f3w i prze\u015bwit\u00f3w w\u00a0 starannie utkanej literackiej opowie\u015bci o kilku wsp\u00f3lnych latach odchodz\u0105cego ju\u017c pisarza, uznanego na koniec wielkim, i m\u0142odej doktorantki, kobiety wyzwolonej i Sartrem oczytanej, startuj\u0105cej w \u017cycie, kt\u00f3r\u0105 kto\u015b (przeznaczenie? los? przypadek? Gombrowicz?) uczyni\u0142 w ci\u0105gu kilku lat, wi\u0119c niemal jednocze\u015bnie, kochank\u0105, \u017con\u0105, wdow\u0105, opiekuj\u0105ca si\u0119 schorowanym i zgorzknia\u0142ym Wielkim Pisarzem, a potem jego Spu\u015bcizn\u0105. Z rozumiej\u0105cym si\u0119 samo przez si\u0119 nakazem autoironii i zakazem zanudzania, wiadomo &#8211; <em>t<em>ych, kt\u00f3rzy pozwalaj\u0105 sobie m\u00f3wi\u0107 o mnie nudno i rozs\u0105dnie, karz\u0119 okrutnie: umieram im w ustach i oni maj\u0105 w swoim otworze g\u0119bowym pe\u0142no mego trupa.<\/em><\/em><\/p>\n<p>ON<\/p>\n<p>Trafi\u0142a, je\u015bli wierzy\u0107 zapiskom z \u201eKronosu\u201d, na z\u0142y moment jego \u017cycia. W sierpniu 1964 zanotowa\u0142: dusz\u0119 si\u0119 w Pary\u017cu, uciekam. Flirt z Rit\u0105, czasem jaki\u015b ho\u0142d <em>(\u2026)Bo\u017ce, Bo\u017ce m\u00f3j, nigdy tak strasznie, tak bez \u017cadnej nadziei!<\/em> A jednak na kolejnych kartach \u201eintymnego dziennika\u201d notuje chwile rado\u015bci, zadowolenia, swojego i \u2013 co podkre\u015bla z koguci\u0105 dum\u0105 \u2013 Rity, rado\u015bci bardzo intymnych i istotnych. <em>Po\u017cycie z Rit\u0105.<\/em><em> <\/em><em>Obawy o serce. Pogody.<\/em><em> <\/em><em>\u00a0Rita \u2013 zadowolenie, przyznaje mi si\u0119.<\/em> To listopad 64. Miesi\u0105c p\u00f3\u017aniej zapisuje dumn\u0105 buchalteri\u0119: <em>Odk\u0105d z Rit\u0105 jestem, wi\u0119cej ni\u017c 15 razy, 4 orgazmy \u2013 ale od 2 tygodni +\/- nic. <\/em>P\u00f3\u017aniej miejsce ch\u0142opackiej dumy zajmuj\u0105 wzmianki o humorach, niezadowoleniu i nerwach Rity. Wszystko to zapisuje dla siebie, ale i dla nas, wiedz\u0105c, \u017ce kiedy\u015b przeczytamy. Po to mu &#8211; tak\u017ce &#8211; Rita.<\/p>\n<p>\u201eKronos\u201d, t\u0119 intymn\u0105 relacj\u0119 z \u017cycia odk\u0142ada jednak na p\u00f3\u017aniej, du\u017co p\u00f3\u017aniej, a gdy s\u0105 razem, wobec \u015bwiata przybiera pozy, cz\u0119sto niezbyt dla partnerki mi\u0142e, bo neguj\u0105ce partnerstwo. W styczniu 1966 donosi swojej berli\u0144skiej gospodyni, pani Kurpiers: <em>Mam teraz \u0142adne mieszkanie, ma\u0142y samoch\u00f3d (taki jak Volkswagen, tyle \u017ce francuski) i m\u0142oda pani\u0105, bardzo sympatyczn\u0105. <\/em>Gra, stylizuje si\u0119, by zosta\u0107 dobrze zrozumianym przez praktyczn\u0105 Frau? Mo\u017ce, ale nawet w tym prostym oznajmieniu t\u0119tni walka o dominacj\u0119, o posiadanie na swoich warunkach, o w\u0142adz\u0119, bardzo widoczna w zapiskach \u201eKronosu\u201d. Codzienne, banalne sprzeczki, zapasy o drobiazgi \u2013 kolor \u015bcian, p\u00f3\u0142k\u0119 na ksi\u0105\u017cki, diet\u0119 i katar, spok\u00f3j \u015bwi\u0119ty i nie\u015bwi\u0119ty. Ja, kt\u00f3re inne ja mo\u017ce tolerowa\u0107 jedynie wtedy, gdy uleg\u0142e, podporz\u0105dkowane, milcz\u0105ce kiedy trzeba, pozbawione roszcze\u0144 i oczekiwa\u0144. W odpowiedzi d\u0105sy, awantury, obra\u017canie si\u0119, ciche godziny i dni. Przynajmniej on tak to widzia\u0142: <em>Paczowscy wyjechali, zaraz k\u0142\u00f3tnia z Rit\u0105: \u201e\u017cyj\u0119 jak mniszka\u201d, depresja, nuda\u2026<\/em><\/p>\n<p>ONA<\/p>\n<p>Gdy m\u00f3wi\u0119, \u017ce Gombrowicz, przynajmniej Gombrowicz wed\u0142ug \u201eKronosu\u201d, by\u0142 strasznym egoist\u0105, to cho\u0107 nie wypowiadam tego jak zarzutu (o nie, rozumiem go coraz lepiej \u2013 to starzenie si\u0119, bunt cia\u0142a, l\u0119k przed b\u00f3lem i uzale\u017cnieniem od innych, poczucie, \u017ce ju\u017c nie ma czasu) pani Rita protestuje, zanim zd\u0105\u017cam si\u0119 wyt\u0142umaczy\u0107. Egotykiem, nie egoist\u0105, m\u00f3wi i pyta: kt\u00f3ry z prawdziwych, wielkich pisarzy mia\u0142 normalne \u017cycie, stabilne, pouk\u0142adane? Ona by\u0142a \u2013 mo\u017ce nie przede wszystkim, ale jednak \u2013 elementem takiej uk\u0142adanki, zabieg\u00f3w Gombrowicza o literackie trwanie po \u015bmierci, stwarzanie si\u0119 dla potomno\u015bci, \u017cycia po \u017cyciu nie w formie po\u015bmiertnej maski, lecz nie daj\u0105cej si\u0119 zmarmurzy\u0107\u00a0 gry ze \u015bwiatem i pami\u0119ci\u0105 historycznoliterack\u0105. W ich \u015blubie cho\u0107by nie by\u0142o niczego romantycznego, zwi\u0105zek dwojga przeciwnik\u00f3w \u015blub\u00f3w, <em>roztr\u0105biony na Europ\u0119 i Ameryk\u0119,<\/em> wzmocniony zapisami testamentu. Wi\u0119c \u015blub jako zabieg przed\u0142u\u017caj\u0105cy literackie \u017cycie, gdy to biologiczne brutalnie sygnalizowa\u0142o, \u017ce si\u0119 wyczerpuje. By\u0142 czu\u0142y, troskliwy i tak dobry, jak nikt go o to nie podejrzewa\u0142, opowiada pani Rita. Staram si\u0119 jej wierzy\u0107, ale uparcie wraca obraz Gombrowicza wampirycznego, bo i m\u0142odo\u015b\u0107, i energia, i nawet te d\u0105sy, pl\u0105sy i milczenia musia\u0142y go odm\u0142adza\u0107, pobudza\u0107, ratowa\u0107 przed ostatecznym utoni\u0119ciem w depresji i l\u0119ku. Tak po prostu, cho\u0107by nie wiem ile razy powt\u00f3rzy\u0142 Dominikowi de Roux swoje intelektualne alibi: <em>dla m\u0119\u017cczyzny kobieta jest takim ch\u0142opcem dozwolonym.<\/em><\/p>\n<p>Pani Gombrowicz dzi\u015b jest wci\u0105\u017c dyskretniejsza od m\u0119\u017ca, nauczy\u0142a si\u0119 sztuki przemilcze\u0144 i odpowiedzi, kt\u00f3re s\u0105 tylko uprzejmym zbywaniem pyta\u0144. Jakby wst\u0105pi\u0142a do zakonu klauzurowego: z nakazem milczenia za granic\u0105 intymno\u015bci, z \u017cyciem dla jednego celu i jednej osoby. Sw\u00f3j mnisi wdowi urz\u0105d sprawuje na szcz\u0119\u015bcie z autoironi\u0105, kt\u00f3ra broni przed przesad\u0105 \u2013 nadmiernym patosem, niekontrolowanym sentymentalizmem. W pewnym sensie broni\u0142 jej te\u017c\u00a0 \u201eKronos\u201d, przez dziesi\u0119ciolecia trzymany w pudle pod \u0142\u00f3\u017ckiem.<\/p>\n<p>ONI<\/p>\n<p>Nie by\u0142a jednak ofiar\u0105, cho\u0107by dlatego, \u017ce buntowa\u0142a si\u0119. <em>W lipcu 1965, kiedy wr\u00f3ciwszy z W\u0142och, weszli\u015bmy do mieszkania i nasze g\u0142osy rozbrzmiewa\u0142y w ciemnym, wysokim przedpokoju, poczu\u0142am nagle, \u017ce wchodz\u0119 do klasztoru. \u201eCzuj\u0119 si\u0119 jak zakonnica\u201d \u2013 powiedzia\u0142am. Zrani\u0142am go\u2026 <\/em>Daty si\u0119 nie zgadzaj\u0105, Gombrowicz o mnisich wyrzutach wspomina w zapisku z wrze\u015bnia 1968 roku. Zgadzaj\u0105 si\u0119 jednak, co wa\u017cniejsze, s\u0142owa i ich temperatura. Mo\u017cliwe, \u017ce bunt narasta\u0142 i wcale si\u0119 nie ustatecznia\u0142, lecz powtarza\u0142. Ale\u2026<\/p>\n<p><em>Zrani\u0142am go. Nigdy jednak nie my\u015bla\u0142am, \u017ceby go rzuci\u0107. \u017bycie z nim by\u0142o trudne \u2013 czasem nie do zniesienia \u2013 ale to by\u0142 m\u00f3j los.<\/em> Los?<em> <\/em>Wi\u0119c wierzy w przeznaczenie, w los, w sens? Oczywi\u015bcie, odpowiada, przez przypadek spotka\u0142a Gombrowicza \u2013 to spotkanie nada\u0142o jej \u017cyciu sens. Powtarza: Witold nie by\u0142 egoist\u0105, naprawd\u0119 dawa\u0142. &#8211; Jego tw\u00f3rczo\u015b\u0107 to taka kula energetyczna, kt\u00f3ra nap\u0119dza\u0142a moje \u017cycie i nadal nap\u0119dza \u2013 m\u00f3wi pani Rita, a ja my\u015bl\u0119 sobie, cho\u0107 nie m\u00f3wi\u0119 tego g\u0142o\u015bno w obawie przed banalno\u015bci\u0105 komplementu, \u017ce \u0142adunek energii by\u0142 naprawd\u0119 ogromny i \u017ce nie ka\u017cdy by go wytrzyma\u0142 tak, jak Ona. A co z nagrod\u0105, kt\u00f3r\u0105 obiecuje klasztorne \u017cycie? Nagroda jest dla wierz\u0105cych, odpowiada pani Rita, ale dwie godziny p\u00f3\u017aniej powa\u017cnieje przed t\u0142umnym audytorium i dodaje, \u017ce to dzi\u0119ki tamtemu spotkaniu, w zimnych poklasztornych murach Rouyamount, jej \u017cycie by\u0142o tak wa\u017cne i ciekawe.<em> <\/em><\/p>\n<p>Spe\u0142nione? Mo\u017ce odpowied\u017a na to pytanie przyniesie ksi\u0105\u017cka, kt\u00f3r\u0105 pani Gombrowicz zamierza teraz napisa\u0107. Opowie w niej o czterdziestu pi\u0119ciu latach \u017cycia z Witoldem po jego \u015bmierci, o tym dziwnym zwi\u0105zku, kt\u00f3ry jeszcze si\u0119 nie sko\u0144czy\u0142. I ju\u017c si\u0119 nie sko\u0144czy.<em> <\/em><\/p>\n<p>Nie spodziewa\u0142bym si\u0119 raczej drugiego \u201eKronosu\u201d. Po uknutym wsp\u00f3lnie przez Gombrowicz\u00f3w skandalu, kt\u00f3ry odgrzebuje w\u0142a\u015bnie autora \u201eKosmosu\u201d spod nadgni\u0142ych laur\u00f3w klasyka, ta przedziwna para wraca do swojego spektaklu. On zn\u00f3w myli tropy, tym razem skrywaj\u0105c si\u0119 za kartami \u201eKronosu\u201d, buchalteri\u0105 wrzod\u00f3w,\u00a0 duszno\u015bci, b\u00f3lu i niezno\u015bnej, codziennej ma\u0142ostkowo\u015bci, przez kt\u00f3re przeziera straszliwy l\u0119k. Ona gra swoj\u0105 rol\u0119 wdowy-stra\u017cniczki, z opowie\u015bci\u0105 o dobrym i ciep\u0142ym Witoldzie, w kt\u00f3r\u0105 nie\u0142atwo uwierzy\u0107, a kt\u00f3ra jest przecie\u017c tylko makija\u017cem, skrywaj\u0105cym wyznanie mi\u0142o\u015bci, coraz wi\u0119kszej z latami, i t\u0119sknot\u0119, nie do zaspokojenia. Mamy gdzie\u015b w archiwach muzeum takie wyznanie, wypowiedziane do kamery, kt\u00f3re mo\u017ce kiedy\u015b, gdy pozb\u0119dziemy si\u0119 strachu przed sentymentalizmem, upublicznimy.<\/p>\n<p>Gdy wi\u0119c pytam, czy wzorem Anny Dostojewskiej, kt\u00f3ra sw\u00f3j dziennik zatytu\u0142owa\u0142a \u201eM\u00f3j biedny Fiedia\u201d, \u00a0wspomnienia o m\u0119\u017cu opatrzy tytu\u0142em \u201eM\u00f3j biedny Witia\u201d, Rita Gombrowicz odpowiada ze \u015bmiechem, \u017ce oczywi\u015bcie nie \u2013 zatytu\u0142uje je \u201eM\u00f3j wielki m\u0105\u017c Witold\u201d.<\/p>\n<p>JESZCZE NIE EPILOG<\/p>\n<p>Ko\u0144cz\u0105c spotkanie we Wsoli, zapyta\u0142em pani\u0105 Gombrowicz nie o podsumowanie, lecz o plany. Z nadziej\u0105, mo\u017ce troch\u0119 zabobonnie? Zreszt\u0105 co tu podsumowywa\u0107? Byli razem, cho\u0107 osobni. W przeb\u0142yskach rado\u015bci bawili si\u0119 sob\u0105 i \u017cyciem, bez nudy. Zm\u0119czeni, wpadali w histeri\u0119 albo depresj\u0119, dr\u0119czyli si\u0119 i zmagali, a\u017c po milczenie i ch\u0142\u00f3d. Byli razem, czasami wbrew sobie, ku swojemu utrapieniu, ku samotno\u015bci. I tak ju\u017c jako\u015b zosta\u0142o, tak ju\u017c zostali. W sumie \u2013 \u017cycie.<\/p>\n<p>Tak ich widz\u0119: w ca\u0142ej tej swojej niezwyk\u0142o\u015bci bywali jednak tak\u017ce zwyk\u0142ymi kochankami, z baga\u017cem przywar i ma\u0142o\u015bci, ze skrywanymi i t\u0142umionymi, ale powracaj\u0105cymi objawami sentymentalizmu. Jest takie zdj\u0119cie Gombrowicza, ostatnie, zrobione w Vence: \u015bwiat\u0142o zalewa taras i stolik, przy kt\u00f3rym siedzi pisarz. W czapce, szaliku, opatulony mimo po\u0142udniowego s\u0142o\u0144ca, jakby gotowy do drogi, czuj\u0105cy ju\u017c skradaj\u0105cy si\u0119 ch\u0142\u00f3d. Zmru\u017conymi oczami patrzy nie w obiektyw, ale przed siebie.<\/p>\n<p>Pewnie to niedopuszczalnie sentymentalne, ale wyobra\u017cam sobie czasem, jak przed tym ostatnim mo\u017ce wyj\u015bciem z domu Rita poprawia mu szalik i dopina guziki ciep\u0142ej marynarki.<\/p>\n<p><em>Koniec i bomba\u2026<\/em><\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Bardziej ni\u017c samotno\u015bci, bali si\u0119 chyba sentymentalizmu i ckliwo\u015bci. Chyba, bo wszystko, co dotyczy ich zwi\u0105zku, jest hipotez\u0105, wysnut\u0105 ze szw\u00f3w i prze\u015bwit\u00f3w w\u00a0 starannie utkanej literackiej opowie\u015bci o kilku wsp\u00f3lnych latach odchodz\u0105cego ju\u017c pisarza, uznanego na koniec wielkim, i [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"class_list":["post-571","post","type-post","status-publish","format-standard","hentry","category-bez-kategorii"],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/571","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcomments&post=571"}],"version-history":[{"count":5,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/571\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":576,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/571\/revisions\/576"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fmedia&parent=571"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcategories&post=571"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Ftags&post=571"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}