{"id":1106,"date":"2020-10-08T08:40:41","date_gmt":"2020-10-08T06:40:41","guid":{"rendered":"http:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/?p=1106"},"modified":"2020-10-08T08:40:41","modified_gmt":"2020-10-08T06:40:41","slug":"takie-buty","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/?p=1106","title":{"rendered":"TAKIE  BUTY"},"content":{"rendered":"<p>Pierwsze prawdziwe buty dosta\u0142a od ojca, gdy mia\u0142a p\u00f3j\u015b\u0107 do pracy, do ludzi. Prawdziwe, sk\u00f3rzane, nie \u017cadne \u0142apcie czy chodaki. Pa\u0144skie, mo\u017cna powiedzie\u0107, cho\u0107 tanie, z czego ojciec by\u0142 szczeg\u00f3lnie dumny. Lubi\u0142 si\u0119 targowa\u0107 i nigdy nie wraca\u0142 z targu bez jakiej\u015b rzeczy, na kt\u00f3rej sprzedaj\u0105cy sporo opu\u015bci\u0142. &#8211; Dopust z tob\u0105, J\u00f3zefie \u2013 mawiali handlarze, znaj\u0105c jego up\u00f3r, ale i tak ch\u0119tnie wdawali si\u0119 z nim w przepychanki, \u00a0gwa\u0142towne jak b\u00f3jki, bo kupuj\u0105cego i sprzedaj\u0105cych \u0142\u0105czy\u0142a ta sama nami\u0119tno\u015b\u0107: do walki, gry, kt\u00f3rej wynik niby trudno przewidzie\u0107, ale i tak zawsze wychodzi na remis.<\/p>\n<p>Ta walka na s\u0142owa i liczby by\u0142a wci\u0105\u017c tylko gr\u0105, bo cho\u0107 prawdziwa, to jeszcze nie na \u015bmier\u0107 i \u017cycie. Ko\u0144czy\u0142y si\u0119 \u0107wiartk\u0105 albo i dwoma.<\/p>\n<p>Buty te\u017c by\u0142y prawdziwe, i pierwsze, ale robota nie by\u0142a dla J\u00f3zefy pierwszyzn\u0105, los prawie wiejskiego dziecka, jakby wyskrobanego z pozytywistycznych nowelek pisanych przez wykszta\u0142cone paniusie i zamo\u017cnych pank\u00f3w. J\u00f3zefa pracowa\u0142a od zawsze, odk\u0105d pami\u0119ta\u0142a, tyle \u017ce teraz mia\u0142a robi\u0107 dla obcych, a nie w domu, przy rodze\u0144stwie czy na ojcowym polu, kt\u00f3re nigdy nie b\u0119dzie jej, cho\u0107 pierworodna. Ale nie tego rodzaju.<\/p>\n<p>Odk\u0105d posz\u0142a do obcych, pracowa\u0142a podw\u00f3jnie, szybko przekona\u0142a si\u0119, \u017ce ta domowa robota czeka na ni\u0105 w domu, gdzieby mia\u0142a czeka\u0107, cierpliwie, a\u017c wr\u00f3ci z pracy, jak wierny pies. A skoro z pracy wraca\u0142a do roboty, to wszystko zosta\u0142o po staremu. By\u0142a najstarsza, a czu\u0142o\u015b\u0107 nale\u017cy si\u0119 najm\u0142odszym. Buty zamiast poca\u0142unku, dobre i tyle.<\/p>\n<p>Praca wzi\u0119\u0142a j\u0105 sobie ca\u0142\u0105, gdy tylko sko\u0144czy\u0142a trzeci\u0105 klas\u0119. I szko\u0142\u0119 te\u017c, jak si\u0119 okaza\u0142o. &#8211; Sko\u0144czy\u0142a na samych pi\u0105tkach, zdolna taka, szkoda jej \u2013 t\u0142umaczy\u0142a ojcu pani Szajewska, kierowniczka szko\u0142y i \u017cona lekarza. Szajewscy mieszkali na g\u00f3rce, na rogu Wierzbickiej i Wjazdowej, w g\u0119stym sadzie, za kt\u00f3rym ukrywa\u0142 si\u0119 drewniany dom, z gankiem i schodami do szerokich drzwi, dwuskrzyd\u0142owych, podw\u00f3jnych. Skrzyd\u0142a od strony mieszkania mia\u0142y witra\u017ce z kolorowych szybek, w prosty geometryczny wz\u00f3r, same romby, regularne i symetryczne.<\/p>\n<p>J\u00f3zefa widzia\u0142a je jeden jedyny raz, kiedy po lekcjach pomaga\u0142a pani Szajewskiej zanie\u015b\u0107 do domu zeszyty z kaligrafiami. Wraca\u0142a potem do siebie szcz\u0119\u015bliwa i bogata, mi\u0119dl\u0105c w ustach cierpk\u0105 mi\u0119t\u00f3wk\u0119 i \u015bciskaj\u0105c wilgotn\u0105 d\u0142oni\u0105 nowy zeszyt w trzy linie, zgrabnie przecinaj\u0105ce \u015bnie\u017cne kartki. Z kaligrafii te\u017c mia\u0142a pi\u0105tk\u0119.<\/p>\n<p>Ale \u017ce te kolorowe szybki uk\u0142ada\u0142y si\u0119 w romby, J\u00f3zia nie zd\u0105\u017cy\u0142a si\u0119 dowiedzie\u0107. Ojciec nawet poprosi\u0142 pani\u0105 kierowniczk\u0119 siada\u0107, taki go\u015b\u0107, prosz\u0119, prosz\u0119, tu, na ich do\u0142ku, go\u015b\u0107, ale odpowiada\u0142 doktorowej spode \u0142ba, burkliwie: nie, bo nie, i ju\u017c, on gospodarz, pan i w\u0142adca u siebie i wobec swoich.<\/p>\n<p>&#8211; Niech si\u0119 pan zlituje, J\u00f3zefie, szkoda jej, zdolna, niech elementarn\u0105 chocia\u017c sko\u0144czy, mo\u017ce \u017cycie b\u0119dzie mia\u0142a lepsze \u2013 przekonywa\u0142a dobra pani, u\u015bmiechaj\u0105c si\u0119 ojcu prosto w oczy, nastroszone pod krzaczastymi \u00a0brwiami, kt\u00f3rych chyba tylko ona nie ba\u0142a si\u0119 w takich chwilach.<\/p>\n<p>&#8211; Nie i koniec \u2013 odpowiada\u0142, cicho, ale twardo (jakby napisa\u0142a autorka wzruszaj\u0105cych szkolnych lektur, kt\u00f3rych J\u00f3zia ju\u017c nigdy w \u017cyciu nie przeczyta). \u2013 Z krowami nie ma kto chodzi\u0107, w domu matce trza pom\u00f3c, m\u0142odszych przypilnowa\u0107. Koniec \u2013 powtarza\u0142, niewzruszony nawet gdy pani Szajewska zaproponowa\u0142a, \u017ce zeszyt i ksi\u0105\u017cki kupi za swoje, i par\u0119 groszy do\u0142o\u017cy, za robot\u0119, kt\u00f3rej ma\u0142a nie zrobi. Tylko si\u0119 obruszy\u0142.<\/p>\n<p>Dobrze jej i tak b\u0119dzie, normalnie, jak w \u017cyciu, co ma by\u0107, to ma by\u0107 &#8211; powtarza\u0142 niczym bohater pozytywistycznej opowiastki, wyczulonej na los klasy uciskanej i nieo\u015bwieconej. A nawet jakby kto\u015b J\u00f3zefa o\u015bwieci\u0142, to i tak by uzna\u0142, \u017ce ta wiedza psu na buty si\u0119 zda, i ma\u0142ej tak samo ona potrzebna jak sobace. Swoje wiedzia\u0142, nie by\u0142 z\u0142y, tylko kocha\u0142 i chcia\u0142, \u017ceby dziecku by\u0142o jak najlepiej, czyli tak samo jak jemu i innym. Kocha\u0142, jak umia\u0142, po swojemu.<\/p>\n<p>Ale tego ju\u017c J\u00f3zefa, opowiadaj\u0105c o rozmowie z pani\u0105 Szajewsk\u0105 wiele razy, nigdy nie wypowiedzia\u0142a. Mo\u017ce po prostu s\u0105dzi\u0142a inaczej?<\/p>\n<p>Wzruszaj\u0105ce do \u0142ez prusy, sienkiewicze i orzeszkowe przeczyta dopiero c\u00f3rka J\u00f3zefy. Te\u017c zdolna jak diabli, po matce. Zreszt\u0105 J\u00f3zia i tak do lekcji goni\u0142a, s\u0142owem i pasem, niech ma, czego jej nie dali. Akurat Zosia g\u0142ow\u0119 do nauki mia\u0142a mocn\u0105, tyle, \u017ce chorowita, zapada\u0142a \u0142atwo na wszystko. I tak jej na ca\u0142e \u017cycie zosta\u0142o, jak szko\u0142a.<\/p>\n<p>Z pierwszej klasy posz\u0142a od razu do trzeciej, potem te\u017c sz\u0142o jak po ma\u015ble, w domu jadanym od \u015bwi\u0119ta, dwa, trzy razy w roku. Cz\u0119\u015bciej si\u0119 nie da\u0142o, J\u00f3zefa rozk\u0142ada\u0142a wyp\u0142at\u0119 na kupki, m\u00f3wi\u0105c do siebie po cichu, jakby chcia\u0142a upewni\u0107 si\u0119, \u017ce o niczym nie zapomnia\u0142a: to na m\u0105k\u0119, margaryn\u0119, cukier, a obok na \u015bwiat\u0142o i w\u0119giel. Szkolna kupka by\u0142a coraz wi\u0119ksza, bo Zosia posz\u0142a do technikum, sk\u00f3rzanego, co to i fach, i matura. Poza tym najlepsza przyjaci\u00f3\u0142ka z podstaw\u00f3wki tam w\u0142a\u015bnie si\u0119 wybiera\u0142a. Umar\u0142a zreszt\u0105 niedawno, nie wiedz\u0105c, kim jest i po co. Alzheimer.<\/p>\n<p>Zosia do technikum posz\u0142a dos\u0142ownie, droga z \u017bakowic do miasta (tego prawdziwego, bo \u017bakowice cho\u0107 od lat by\u0142y ju\u017c miastem, to wsi\u0105 te\u017c by\u0107 nie przesta\u0142y) zajmowa\u0142a godzin\u0119. Autobus jeszcze nie doje\u017cd\u017ca\u0142 na takie\u00a0 przedmie\u015bcie, a nawet gdyby doje\u017cd\u017ca\u0142, to przecie\u017c i tak nie za darmo. Wiosn\u0105 i jesieni\u0105 p\u00f3\u0142 biedy, ale ca\u0142a bieda zim\u0105.<\/p>\n<p>W maturalnej klasie Zosia chorowa\u0142a prawie bez przerwy, w styczniu tak napada\u0142o, \u017ce z podw\u00f3rka do szosy wychodzi\u0142o si\u0119 wykopanym w \u015bniegu tunelem, wy\u017cszym ni\u017c najwy\u017cszy cz\u0142owiek. Brzegi przekopu, solidnie oklepane sztych\u00f3wk\u0105, skrzy\u0142y si\u0119 w s\u0142o\u0144cu, bo nocami mr\u00f3z nab\u0142yszcza\u0142 \u015blady \u0142opat. W porannym \u015bwietle przypomina\u0142y \u015bwie\u017ce szramy, z kt\u00f3rych kroplami wyp\u0142ywa\u0142a jeszcze limfa. Chcia\u0142o si\u0119 \u017cy\u0107.<\/p>\n<p>By\u0142 jednak problem: buty. Te, w kt\u00f3rych Zosia chodzi\u0142a do szko\u0142y, by\u0142y solidne, ale solidno\u015bci\u0105 jesiennowiosenn\u0105. Zim\u0105 \u015bnieg nasypywa\u0142 si\u0119 do \u015brodka ju\u017c po kilkunastu krokach, mr\u00f3z dopada\u0142 stopy po paru zaledwie minutach, nie pomaga\u0142o dreptanie po cudzych \u015bladach, trop w trop za\u00a0 pionierami, kt\u00f3rzy co rano odgrzebywali \u017bakowice, wydeptuj\u0105c \u015bcie\u017cki do miasta. Zimowych but\u00f3w J\u00f3zefa kupi\u0107 Zosi nie mog\u0142a, nie mia\u0142a za co, musia\u0142a ostatnie pieni\u0105dze, od\u0142o\u017cone do puszki po herbacie madras podarowanej przez zak\u0142ad pracy na dzie\u0144 kobiet, wyci\u0105gn\u0105\u0107 na leki dla c\u00f3rki. A przecie\u017c Rysiek te\u017c ju\u017c ze swoich bucik\u00f3w wyrasta\u0142, chocia\u017c te ostatnie kupi\u0142a mu o dwa numery za du\u017ce. On m\u00f3g\u0142 jednak posiedzie\u0107 w domu, do szko\u0142y si\u0119 nie pali\u0142, przynajmniej \u017ceby pali\u0142o si\u0119 pod kuchni\u0105 dopilnuje. A Zosia nie, niech ma, czego J\u00f3zefie nie dali.<\/p>\n<p>I tak Zosia przemieszka\u0142a dwa miesi\u0105ce w szkolnej bursie, kt\u00f3r\u0105 matka wyb\u0142aga\u0142a dla niej u pani dyrektor o sercu r\u00f3wnie wielkim jak modna i elegancka ondulacja na g\u0142owie.<\/p>\n<p>Raz w tygodniu, w niedziel\u0119, J\u00f3zefa zawi\u0105zywa\u0142a w chust\u0119 s\u0142oiki i r\u00f3\u017cne pakunki, a potem brn\u0119\u0142a z tobo\u0142ami przez zasypane przedmie\u015bcie i ulice miasta. Stroi\u0142a si\u0119 wtedy w to samo, co do ko\u015bcio\u0142a, \u017ceby c\u00f3rce razem z jedzeniem na reszt\u0119 tygodnia nie przynie\u015b\u0107 wstydu. Rysiek zostawa\u0142 w domu sam, zamyka\u0142a go na klucz, dla pewno\u015bci, bo nosi\u0142o go po \u015bwiecie od ma\u0142ego, diabe\u0142 kusi\u0142 i wo\u0142a\u0142 po polach. Wraca\u0142a zm\u0119czona, robi\u0142a kolacj\u0119, a potem siada\u0142a przed kuchni\u0105 i patrzy\u0142a w ogie\u0144. Przysypia\u0142a, prawie nie my\u015bl\u0105c, tylko wspomnienia same garn\u0119\u0142y si\u0119 do ciep\u0142a i blasku, wydobywa\u0142y sprawy i zdarzenia zapominane, czasem rozmy\u015blnie.<\/p>\n<p>Tak w\u0142a\u015bnie przypomnia\u0142a sobie znowu o tamtych butach, b\u0142yszcz\u0105cych jak smo\u0142a trzewikach, sznurowanych wysoko, w kt\u00f3rych mia\u0142a i\u015b\u0107 pierwszy raz do pracy i w kt\u00f3rych nawet ostr\u0105 zim\u0119 da\u0142oby si\u0119 przechodzi\u0107. Do wiosny, od biedy, bo od czeg\u00f3\u017c by innego.<\/p>\n<p>Przypomnia\u0142a sobie tamt\u0105 rado\u015b\u0107, dziecinn\u0105, gdy z jednym butem na stopie, przekrzywiaj\u0105c si\u0119 \u015bmiesznie jak czapla nad jeziorem, poluj\u0105ca albo drzemi\u0105ca przy brzegu, odwija\u0142a z chropowatego papieru drugi trzewik i jak ju\u017c schyla\u0142a si\u0119, by wsun\u0105\u0107 go na podwini\u0119t\u0105 nog\u0119\u2026<\/p>\n<p>\u2026i jak jej ten but wypad\u0142 nagle z d\u0142oni, zastuka\u0142 o pod\u0142og\u0119 wzmocnion\u0105 blaszkami zel\u00f3wk\u0105 i twardym obcasem, i jak do ust, nosa, a potem oczu nap\u0142yn\u0119\u0142y \u0142zy, ka\u0142u\u017ce \u0142ez, wielkie jak balia na podw\u00f3rku, ka\u0142u\u017ce zbierane przez lata, mo\u017ce od pocz\u0105tku \u017cycia, a mo\u017ce od momentu, gdy dotar\u0142o do niej, \u017ce wi\u0119cej do szko\u0142y nie wr\u00f3ci, wi\u0119c postanowi\u0142a o nic ju\u017c nigdy nie prosi\u0107, nie p\u0142aka\u0107\u2026<\/p>\n<p>\u2026i jak ka\u0142u\u017ce te zamieni\u0142y si\u0119 najpierw w chlipanie, bezradne, biedne, a potem w szloch brzmi\u0105cy jak kupa \u015bniegu zsuwaj\u0105ca si\u0119 z przygrzanego s\u0142o\u0144cem dachu w pierwsze roztopy\u2026<\/p>\n<p>\u2026i jak zdj\u0119tym z nogi butem cisn\u0119\u0142a o ziemi\u0119, i wybieg\u0142a z domu, po raz pierwszy przy ojcu krzycz\u0105c: kurwa, kurwa, kurwa\u2026<\/p>\n<p>\u2026 i jak po\u015blizgn\u0119\u0142a si\u0119 na kamieniu zast\u0119puj\u0105cym schodki, na kt\u00f3rym potem, ca\u0142kiem nied\u0142ugo, ma\u0142a Zosia rozbija\u0142a sobie nos, i jak bieg\u0142a na \u0142\u0105ki, przed siebie, woda chlupa\u0142a pod stopami, zimna jeszcze o tej porze, i bieg\u0142a, by nie wr\u00f3ci\u0107, tak wtedy my\u015bla\u0142a, cho\u0107 i wtedy, i potem, nigdy i nigdzie nie uciek\u0142a do ko\u0144ca.<\/p>\n<p>A w domu ojciec podni\u00f3s\u0142 si\u0119 zza sto\u0142u i patrzy\u0142 zdziwiony, jak matka schyla si\u0119 i uk\u0142ada na sto\u0142ku buty zebrane z glinianej pod\u0142ogi. Podnosi je do oczu, potem odsuwa, przygl\u0105daj\u0105c si\u0119 d\u0142ugo, z niedowierzaniem.<\/p>\n<p>Jeden, potem drugi, oba lewe.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Pierwsze prawdziwe buty dosta\u0142a od ojca, gdy mia\u0142a p\u00f3j\u015b\u0107 do pracy, do ludzi. Prawdziwe, sk\u00f3rzane, nie \u017cadne \u0142apcie czy chodaki. Pa\u0144skie, mo\u017cna powiedzie\u0107, cho\u0107 tanie, z czego ojciec by\u0142 szczeg\u00f3lnie dumny. Lubi\u0142 si\u0119 targowa\u0107 i nigdy nie wraca\u0142 z targu [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[650,651,652,270,639,144,132],"class_list":["post-1106","post","type-post","status-publish","format-standard","hentry","category-bez-kategorii","tag-buty","tag-historia","tag-kaligrafia","tag-ojciec","tag-praca","tag-szkola","tag-wspomnienie"],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/1106","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcomments&post=1106"}],"version-history":[{"count":1,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/1106\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":1107,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/1106\/revisions\/1107"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fmedia&parent=1106"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcategories&post=1106"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Ftags&post=1106"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}