{"id":1029,"date":"2019-07-30T12:11:27","date_gmt":"2019-07-30T10:11:27","guid":{"rendered":"http:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/?p=1029"},"modified":"2019-07-31T08:21:34","modified_gmt":"2019-07-31T06:21:34","slug":"reportaz-z-polwiecznosci","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/?p=1029","title":{"rendered":"Reporta\u017c z p\u00f3\u0142wieczno\u015bci"},"content":{"rendered":"<p style=\"text-align: right;\"><em>\u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0\u2026\u017cy\u0107 nie umiera\u0107 \u2026 Nie umiera\u0107? Czym\u017ce jest ta jazda, je\u015bli nie jazd\u0105\u00a0w \u015bmier\u0107?<\/em><\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><em>\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0 Witold Gombrowicz \u201eDziennik\u201d<\/em><\/p>\n<p><em>\u00a0<\/em><\/p>\n<p>1.<\/p>\n<p>Ta obserwacja si\u0119 powtarza, ostrze\u017cenie, najcz\u0119\u015bciej lekcewa\u017cone. Pojawia si\u0119 u filozof\u00f3w i pisarzy, ale poniewa\u017c w prowincji Gombrowicza jeste\u015bmy, niech m\u00f3wi on:<\/p>\n<p><em>\u2026 ludzie w pewnym wieku nie powinni w og\u00f3le si\u0119 rusza\u0107, przestrze\u0144 zanadto zwi\u0105zana jest z czasem, pobudzenie przestrzeni staje si\u0119 prowokacj\u0105 czasu, ca\u0142y ten ocean jest bardziej z czasu\u00a0 zrobiony ni\u017c z bezmiernych daleko\u015bci, jest to przestrze\u0144 niesko\u0144czona, kt\u00f3ra nazywa si\u0119 \u015bmier\u0107.<\/em><\/p>\n<p>Cytowa\u0142em ju\u017c ten fragment <em>Dziennika<\/em>, opisuj\u0105cy powr\u00f3t Gombrowicza do Europy. Przypomina mi si\u0119 on zawsze, ilekro\u0107 przyje\u017cd\u017camy do Vence. Tym razem przypomnia\u0142 si\u0119 mocniej, bo w ostatnim miejscu Gombrowicza byli\u015bmy w czasie szczeg\u00f3lnym: r\u00f3wno pi\u0119\u0107dziesi\u0105t lat po jego \u015bmierci.<\/p>\n<p>A i naruszenie przestrzeni by\u0142o wi\u0119ksze ni\u017c zwykle, bo po drodze zahaczyli\u015bmy na p\u00f3\u0142torej doby o Pary\u017c, w kt\u00f3rym mieli\u015bmy spotka\u0107 si\u0119 z Rit\u0105 Gombrowicz. Mi\u0119dzy innymi. Z innymi si\u0119 spotkali\u015bmy, z Rit\u0105 nie. Chocia\u017c\u2026<\/p>\n<p>2.<\/p>\n<p>Rity nie by\u0142o, trafi\u0142a nagle do szpitala, badania mia\u0142y troch\u0119 potrwa\u0107. Ale niczego nie odwo\u0142ywa\u0142a, wszystko odby\u0142o si\u0119 prawie tak, jak wyre\u017cyserowa\u0142a. Mieli\u015bmy z E. by\u0107 po raz pierwszy w mieszkaniu pani Gombrowicz i byli\u015bmy, zabra\u0142a nas tam M., jej asystentka i nasza wielka gombroprzyjaci\u00f3\u0142ka.<\/p>\n<p>Co tu gada\u0107, by\u0142o wzruszaj\u0105co, nawet dla takiego starego cynika jak ja. Wi\u0119c tylko troch\u0119 szczeg\u00f3\u0142\u00f3w: pili\u015bmy zadanego przez Rit\u0119 szampana, zjedli\u015bmy kolacj\u0119 w wybranej przez ni\u0105, bo ulubionej, w\u0142oskiej knajpce. \u00a0Reszta niech pozostanie milczeniem, zbyt jednak jest osobista. W ka\u017cdym razie za\u015bmiewali\u015bmy si\u0119 razem z Rit\u0105 przez telefon, wi\u0119c jakby z nami troch\u0119 by\u0142a, taka jak zwykle, tylko jeszcze dzielniejsza.<\/p>\n<p>Zastanawia\u0142em si\u0119 prawie ca\u0142y wiecz\u00f3r, co by by\u0142o, gdyby Rity nie by\u0142o naprawd\u0119? Gdyby nie zdarzy\u0142a si\u0119 Gombrowiczowi na te kilka ostatnich lat? Gdzie by\u0142by on, tak kiedy\u015b, teraz, jak i na wieki?<\/p>\n<p>Pewnie i tak by\u0142by zwyci\u0119ski. I tak, czyli jak? Inaczej, bez dope\u0142niacza i bez wo\u0142acza, s\u0142u\u017c\u0105cego tak\u017ce do inwokacyjnych westchnie\u0144, wewn\u0119trznych oczywi\u015bcie, bo Gombrowicz si\u0119 nie obna\u017ca\u0142, nawet je\u015bli\u00a0 czytelnikowi wydaje si\u0119 czasem inaczej, nawet gdy zapachnie mu sensacj\u0105.<\/p>\n<p>3.<\/p>\n<p>Zapach Vence ma ingrediencje niezmienne, rozpoznawalne przy ka\u017cdym powrocie. Platany, nagrzane s\u0142o\u0144cem kamienie pod stopami, zmywany co rano kurz i brud na schn\u0105cych potem do po\u0142udnia w\u0105skich i zacienionych uliczkach.<\/p>\n<p>Ale teraz, pod koniec lipca, schn\u0105 one szybciej, niemal od razu, bo s\u0142o\u0144ce operuje od rana, ostre, tnie przestrze\u0144 stwardnia\u0142ym \u015bwiat\u0142em i roz\u017carzonym jeszcze z nocy powietrzem. I teraz czu\u0107 w nim jeszcze jeden sk\u0142adnik, md\u0142\u0105, cha\u0142wowat\u0105 wo\u0144 rozk\u0142adu, przyczajonego jak wygrzewaj\u0105ce si\u0119 tu pod \u015bcianami koty, powolnego jak kroki po uliczce, wspinaj\u0105cej si\u0119 w tym g\u0119stym powietrzu.<\/p>\n<p>Potem, w samo po\u0142udnie, jest jeszcze gorzej, jakby s\u0142oneczny skalpel pr\u00f3bowa\u0142 usun\u0105\u0107 martwic\u0119 zaka\u017con\u0105 umieraniem, odci\u0105\u0107 j\u0105 od reszty, by nie sprawia\u0142a b\u00f3lu. Niemo\u017cliwe.<\/p>\n<p>Gombrowicz umiera\u0142 w upale, ale podobno jednak nie a\u017c takim.<\/p>\n<p>4.<\/p>\n<p><em>My, \u015bmiertelni, kt\u00f3rzy nie mo\u017cemy pogodzi\u0107 si\u0119 ze \u015bmierci\u0105 i z tym aby m\u0142odo\u015b\u0107 i pi\u0119kno\u015b\u0107 mia\u0142y by\u0107 tylko pochodni\u0105 przekazywan\u0105 z r\u0119ki do r\u0119ki, nie przestaniemy buntowa\u0107 si\u0119 przeciw tej brutalnej perfidii natury.<\/em><\/p>\n<p>Taki cytat z <em>Dziennika <\/em>wy\u015bwietlili\u015bmy na naszej stronie w rocznic\u0119 \u015bmierci Gombrowicza. Opatrzyli\u015bmy go zdj\u0119ciem, udost\u0119pnionym nam przez Rit\u0119. Ona te\u017c na nim jest, m\u0142oda, pi\u0119kna, india\u0144ski typ urody, z dodatkiem jakiego\u015b ironicznego b\u0142ysku inteligencji. Siedzi na oparciu fotela, w nim Gombrowicz, wychylony ku szachownicy, przytrzymuje cybuch fajki, marszczy oczy i czo\u0142o. Pr\u00f3buje rozgry\u017a\u0107 strategi\u0119 przeciwnika, o kt\u00f3rym na tym zdj\u0119ciu niewiele wiadomo, zosta\u0142o tak wykadrowane, \u017ce wida\u0107 tylko d\u0142o\u0144 odstawiaj\u0105c\u0105 z szachownicy zbity pionek.<\/p>\n<p>To zdj\u0119cie jest Bergmanowskie, mog\u0142oby bowiem przedstawia\u0107 rozgrywk\u0119 ostateczn\u0105, ze \u015bmierci\u0105, kt\u00f3ra nie tylko w Skandynawii jest m\u0119\u017cczyzn\u0105. Znamy jednak ca\u0142o\u015b\u0107 fotografii, wi\u0119c wiemy, \u017ce przeciwnik Gombrowicza w tej partii by\u0142 z nim zaprzyja\u017aniony. A czy \u015bmier\u0107 mo\u017ce by\u0107 przyjacielem?<\/p>\n<p>\u017be to rozgrywka ostateczna, \u015bwiadczy\u0107 te\u017c mo\u017ce skupienie Gombrowicza, dla kt\u00f3rego wtedy pewnie ju\u017c ka\u017cda chwila by\u0142a mierzeniem si\u0119 z ko\u0144cem, przymierzaniem do niego. Przeczuwa\u0142, \u017ce si\u0119 zbli\u017ca, ale przecie\u017c zawsze mia\u0142 problem z wymy\u015blaniem ostatnich zda\u0144.<\/p>\n<p>Nie za ka\u017cdym razem mo\u017cna wykpi\u0107 si\u0119 <em>bomb\u0105 i tr\u0105b\u0105<\/em>.<\/p>\n<p>5.<\/p>\n<p>Wiecz\u00f3r w Vence nie przynosi ulgi, zreszt\u0105 zmierzcha si\u0119 tu p\u00f3\u017ano i d\u0142ugo. Upa\u0142 wci\u0105\u017c nie do wytrzymania, ale trzeba jako\u015b prze\u017cy\u0107, skoro si\u0119 \u017cyje. Na cmentarz przeciskamy si\u0119 przez roz\u017carzone powietrze, p\u00f3\u0142g\u0119ste jak lawa albo dobrze zagniecione ciasto.<\/p>\n<p>\u017bar podnosi t\u0119tno, zmusza serce do szybszej pracy, na granicy wytrzyma\u0142o\u015bci. Rozdra\u017cnia, budz\u0105c krew i emocje. Gdy uzyska nadmiar, spowolni\u0107 mo\u017ce wszystko, zwalniaj\u0105c z obowi\u0105zku \u017cycia. Wi\u0119c spokojnie.<\/p>\n<p>Jak tu si\u0119 jednak nie denerwowa\u0107, gdy po doj\u015bciu na cmentarz okazuje si\u0119, \u017ce brama jest zamkni\u0119ta na g\u0142ucho, cho\u0107 ustalenia by\u0142y inne. Naiwni, uwierzyli\u015bmy w zapewnienia tych, co rz\u0105dz\u0105 grobami i \u017cyciem po \u015bmierci.<\/p>\n<p>Wysokie napi\u0119cie roz\u0142adowuje mistrz Andrzej Seweryn odgrywaj\u0105c scen\u0119 zdziwienia i zak\u0142opotania jak z niemego filmu. Stara, dobra szko\u0142a, \u015bmiejemy si\u0119 wszyscy, nawet ci, kt\u00f3rym przed chwil\u0105 nie by\u0142o do \u015bmiechu.<\/p>\n<p>Wcze\u015bniej mistrzostwo Aktora og\u0142uszy\u0142o francusk\u0105 publiczno\u015b\u0107 w ma\u0142ej salce urz\u0105dzonej w dawnej manufakturze produkuj\u0105cej oliw\u0119 z oliwek. Mistrzowski monodram z Gombrowiczowskiego <em>Dziennika <\/em>wycisn\u0105\u0142 wszystkie sensy, tak\u017ce te ukryte w j\u0119zyku, jego strukturze i ucieczkach od niej. Wielki artysta spotka\u0142 wielkiego artyst\u0119. Objawi\u0142a si\u0119 nam synergia, trudne, ulubione s\u0142\u00f3wko polityk\u00f3w.<\/p>\n<p>6.<\/p>\n<p>Polityki tym razem nie by\u0142o. Ojczyzna nie przygniot\u0142a Gombra ani mowami, ani wie\u0144cami, ani krzy\u017cem. Rita opowiada\u0142a, jak po pogrzebie Witolda zdejmowa\u0142a z grobowca wielkie krzy\u017ce, kt\u00f3rym rodacy dociskali ateusza po \u015bmierci. Za ka\u017cdym razem w miejsce zdj\u0119tego, pojawia\u0142 si\u0119 nowy, jeszcze wi\u0119kszy. W ko\u0144cu za czyj\u0105\u015b rad\u0105 powiesi\u0142a male\u0144ki krzy\u017cyk bez ukrzy\u017cowanej postaci. Pomog\u0142o, wisi do dzi\u015b. <em>Nie r\u00f3bcie ze mnie taniego demona\u2026 <\/em><\/p>\n<p>W rocznic\u0119 by\u0142y r\u00f3\u017ce, bia\u0142e i czerwone, rozdali\u015bmy je tym, kt\u00f3rzy chcieli po spektaklu p\u00f3j\u015b\u0107 z nami na gr\u00f3b. Poszli prawie wszyscy, dziwny poch\u00f3d przez miasto, p\u00f3\u0142 setki czytelnik\u00f3w Gombrowicza w pi\u0119\u0107dziesi\u0105t lat od jego \u015bmierci.<\/p>\n<p>Andrzej Seweryn przeczyta\u0142 wzruszaj\u0105cy list, kt\u00f3ry pani Gombrowicz dosta\u0142a od Kota Jele\u0144skiego w par\u0119 dni po \u015bmierci m\u0119\u017ca. A potem milczeli\u015bmy, po prostu, jakby Gombrowicz ju\u017c wszystko powiedzia\u0142. I poczuli\u015bmy si\u0119 jako\u015b bli\u017csi jego wielko\u015bci.<\/p>\n<p>7.<\/p>\n<p>Vence to zreszt\u0105 takie miasteczko na miar\u0119, na tyle przyciasne, \u017ceby ka\u017cdy m\u00f3g\u0142 poczu\u0107 si\u0119 tu wi\u0119kszy ni\u017c jest. I daje z\u0142udzenie spokoju, przez wi\u0119ksz\u0105 cz\u0119\u015b\u0107 roku, cho\u0107 nie w lipcu. Czterdzie\u015bci stopni przekroczone, gor\u0105czka, od kt\u00f3rej mo\u017cna zej\u015b\u0107.<\/p>\n<p>Gombrowicz te\u017c chyba nabra\u0142 si\u0119 na to z\u0142udzenie spokoju. Mo\u017ce to zreszt\u0105 nawet nie kwestia miejsca, lecz wn\u0119trza, w\u0142asnego metrykalnego l\u0119ku i nieustannego niepokoju, kt\u00f3ry gna siebie i cz\u0119\u015b\u0107 nas, nie pozwalaj\u0105c \u015bmierci za nami nad\u0105\u017cy\u0107.<\/p>\n<p>Ten p\u0119d, ucieczka, to jedyne wyj\u015bcie, bo zwolnienie, przecie\u017c w ko\u0144cu nieuniknione, mo\u017ce okaza\u0107 si\u0119 niebezpieczne, bardzo, w\u0142a\u015bnie \u015bmiertelnie, mo\u017ce po prostu zm\u0119czonego zwolni\u0107 z \u017cycia na zawsze.<\/p>\n<p>W biografii Gombrowicza te\u017c tak jest: sukces, stabilizacja, spok\u00f3j po latach przechodz\u0105 mi\u0119kko w umieranie, jakby \u015bmier\u0107 rozmi\u0119kcza\u0142a je po trochu, powoli. Wtedy kto\u015b taki jak Rita to skarb, to jeszcze \u017cycie, po prostu.<\/p>\n<p>8.<\/p>\n<p>\u2026ale zanim jeszcze Mistrz zacznie czyta\u0107 nad grobem przyjacielskie po\u017cegnanie od Kota, kwiaty od Rity Gombrowicz sk\u0142ada E., na jej \u017cyczenie, kwiaty takie jak zleci\u0142a \u2013 zlecaj nam, wspania\u0142a Rito, co tylko zechcesz! \u2013 wi\u0119c E. k\u0142adzie na grobie bia\u0142o-zielony bukiet, wcale nie cmentarny, i jest tak, jakby to m\u0142odo\u015b\u0107 i jej pi\u0119kno, troch\u0119 egoistyczne i narcystyczne jak pisa\u0142 Gombrowicz, jakby to m\u0142ode pi\u0119kno oddawa\u0142o czu\u0142o\u015b\u0107 Witoldowi, kt\u00f3ry tak za nim t\u0119skni\u0142;<\/p>\n<p>t\u0119 czu\u0142o\u015b\u0107, kt\u00f3rej tak bardzo pragn\u0105\u0142 i kt\u00f3ra, podarowana przez Rit\u0119, tak go cieszy\u0142a, a\u017c do <em>Kronosowych <\/em>niedyskrecji, a o kt\u00f3r\u0105 prosi\u0107 si\u0119 wstydzi\u0142, wstydzi\u0142 si\u0119 nawet j\u0105 przyjmowa\u0107, bo jednak nie mia\u0142 z\u0142udze\u0144, wiedzia\u0142 bole\u015bnie, co mo\u017ce dosta\u0107, a co musi odda\u0107;<\/p>\n<p>wi\u0119c E. k\u0142adzie wi\u0105zank\u0119 na pustej jeszcze p\u0142ycie kamiennego grobu, za chwil\u0119 przykryj\u0105 go inne kwiaty, i to jest tak pi\u0119kna chwila, nie wstydz\u0119 si\u0119 powiedzie\u0107: pi\u0119kna, tak pi\u0119kna, \u017ce nie chce si\u0119 ko\u0144czy\u0107 tego zdania, cho\u0107 przecie\u017c nikt nie uniknie kropki, ko\u0144cz\u0105cej ka\u017cde wyznanie i wyzwanie, wcze\u015bniej czy p\u00f3\u017aniej, lecz zawsze za wcze\u015bnie\u2026<\/p>\n<p>9.<\/p>\n<p>\u2026 by\u0142o wi\u0119c skromnie i kameralnie, polsko\u015b\u0107 nie przygniot\u0142a tym razem Gombra, cho\u0107 by\u0142a obecna w ca\u0142ej naszej peregrynacji do jego grobu. Polacy, nar\u00f3d wybrany, bo gnany z miejsca na miejsce, z musu i z ch\u0119ci, albo z t\u0119sknoty niejasnej, m\u0119tnej. Szkoda, \u017ce nawet nie zapyta\u0142em o te powody rodaka, kt\u00f3ry mnie, marudz\u0105cego m\u0142odym towarzyszkom w\u0142\u00f3cz\u0119gi nadsekwa\u0144skiej, poratowa\u0142 zimnym napojem rze\u017awi\u0105cym cho\u0107 na chwil\u0119, mimo \u017ce ju\u017c zamyka\u0142 swoj\u0105 knajpk\u0119,. Wi\u0119c nie pogadali\u015bmy d\u0142u\u017cej, jedynie poklepa\u0142 mnie po ramieniu, jako\u015b tak serdecznie, jakby co\u015b rozumia\u0142 z mojego \u017cycia, kt\u00f3rego sam nie rozumiem.<\/p>\n<p>A potem po trudnych rozmowach z Vencjanami, na ulicy przed tamtejszym muzeum starszy, nobliwy pan z d\u0142ug\u0105 twarz\u0105 i perfekcyjnie przystrzy\u017conym w\u0105sikiem odezwa\u0142 si\u0119 do nas przy stoliku artyst\u00f3w polszczyzn\u0105 nie tylko czyst\u0105, ale wr\u0119cz \u017ar\u00f3dlan\u0105, jakby przedwojenn\u0105. A potem si\u0119 przedstawi\u0142: Czartoryski jestem i zd\u0105\u017cy\u0142 u\u017cali\u0107 si\u0119 nad rodzinn\u0105 kolekcj\u0105 sztuki i jej losami oraz rozczuli\u0107 wiekiem swojej ponad stuletniej matki, <em>najstarszej z \u017cyj\u0105cych Radziwi\u0142\u0142\u00f3wien<\/em>, zanim obudzili\u015bmy si\u0119 z naszego skamienia\u0142ego zdziwienia.<\/p>\n<p>Nawet znajomego kamieniarza tu spotkali\u015bmy, wsp\u00f3\u0142pracujemy w R., sk\u0105d si\u0119 wzi\u0105\u0142, nie wiem, mo\u017ce przypadkiem. Gdy si\u0119 pojawi\u0142, wygl\u0105da\u0142o to troch\u0119 tak jakby by\u0142 jakim\u015b odpryskiem ob\u0142apiaj\u0105cego nas natarczywie\u00a0 g\u0119stego powietrza, zamazuj\u0105cego wszystko, nawet niezniszczalny u\u015bmiech E., nie daj\u0105cego rady jedynie pomnikowym rysom pana Czartoryskiego.<\/p>\n<p>10.<\/p>\n<p>Sprzedawca nagrobnych kamieni twierdzi, \u017ce jego bran\u017ca we Francji umiera, nomen omen. Pewnie wie, co m\u00f3wi. Przed spacerem na cmentarz przysiad\u0142em na chwil\u0119 kawy, kt\u00f3ra wyd\u0142u\u017cy\u0142a si\u0119 w fascynuj\u0105ce widowisko: policjanci ratowali le\u017c\u0105cego na rozpalonych kamieniach rowerzyst\u0119, pewnie niewiele m\u0142odszego ode mnie.<\/p>\n<p>W pogoni za m\u0142odo\u015bci\u0105, uciekaj\u0105c\u0105 szybciej ni\u017c jego markowy rower p\u0119dz\u0105cy na najlepszej przerzutce, zas\u0142ab\u0142 i straci\u0142 przytomno\u015b\u0107. Staro\u015b\u0107 dopad\u0142a go na szcz\u0119\u015bcie w pobli\u017cu ratownika\u00a0 z defibrylatorem, wi\u0119c potraktowane napi\u0119ciem serce jeszcze o\u017cy\u0142o.<\/p>\n<p>Rowerzysta wyjecha\u0142 z bocznej uliczki, takiej samej, jak te, kt\u00f3rymi szli\u015bmy potem na cmentarz. Te w\u0119\u017csze by\u0142y pe\u0142ne gor\u0105cego powietrza, roz\u017carzonego jakby przed chwil\u0105 wydmucha\u0142 je hutniczy piec. Rozgrzane mury nie mia\u0142y komu oddawa\u0107 \u017caru, rozpaleni byli ju\u017c wszyscy.<\/p>\n<p>Przedpokoje piek\u0142a &#8211; taki \u017cart, niespecjalnie udany, przemkn\u0105\u0142 mi przez g\u0142ow\u0119. Jako\u015b musia\u0142em odreagowa\u0107 ci\u0119\u017car, kt\u00f3ry pojawi\u0142 si\u0119 nagle w klasycznym miejscu, jego ucisku nie czu\u0142em przecie\u017c od tak dawna. Dwuznaczno\u015b\u0107 serca i jego przypad\u0142o\u015bci.<\/p>\n<p>11.<\/p>\n<p>A w rocznicow\u0105 noc, wolni ju\u017c od obowi\u0105zk\u00f3w, pili\u015bmy wino. Zapali\u0142em papierosa, pierwszego od siedemnastu lat, prze\u0142amawszy zabobonny l\u0119k, bo kiedy\u015b, w szpitalu, przyrzek\u0142em, \u017ce rzuc\u0119 palenie na zawsze.<\/p>\n<p>Wypalony w po\u0142owie papieros ani mnie nie zabi\u0142, ani mi nie smakowa\u0142. To jednak by\u0142a ju\u017c inna przestrze\u0144 i inny czas. Raz jeszcze okaza\u0142y si\u0119 \u0142askawe.<\/p>\n<p>Mo\u017cliwe te\u017c, \u017ce obezw\u0142adnione nieziemskim upa\u0142em, inaczej ni\u017c pisa\u0142 Gombrowicz, po prostu nie zareagowa\u0142y na moj\u0105 prowokacj\u0119.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>\u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0 \u00a0\u2026\u017cy\u0107 nie umiera\u0107 \u2026 Nie umiera\u0107? Czym\u017ce jest ta jazda, je\u015bli nie jazd\u0105\u00a0w \u015bmier\u0107? \u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0 Witold Gombrowicz \u201eDziennik\u201d \u00a0 1. Ta obserwacja si\u0119 powtarza, ostrze\u017cenie, najcz\u0119\u015bciej lekcewa\u017cone. Pojawia si\u0119 u [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[544,549,547,398,550,553,96,170,142,531,160,169,440,545,543,551,552,73,139,548,436,546,391],"class_list":["post-1029","post","type-post","status-publish","format-standard","hentry","category-bez-kategorii","tag-50-lat-od-smierci","tag-artysta","tag-bergman","tag-cmentarz","tag-czartoryski","tag-czas","tag-dziennik","tag-europa","tag-gombrowicz","tag-kot-jelenski","tag-kronos","tag-mlodosc","tag-paryz","tag-platany","tag-polwieczny","tag-prowokacja","tag-przestrzen","tag-rita-gombrowicz","tag-rocznica","tag-seweryn","tag-smierc","tag-upal","tag-vence"],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/1029","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcomments&post=1029"}],"version-history":[{"count":9,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/1029\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":1038,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/1029\/revisions\/1038"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fmedia&parent=1029"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcategories&post=1029"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/tyczynski.muzeumliteratury.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Ftags&post=1029"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}